Czas próby dla sektora Private Equity

Rok 2007 był niezwykle pomyślny dla sektora funduszy Private Equity. Pojawiało się wiele nowych firm i projektów. Spółki wchodziły w rok 2008 z wyostrzonym apetytem, a tymczasem wiele z nich zmuszonych jest weryfikować swoje plany w zetknięciu ze znacznym ograniczeniem dostępu do nowych środków.  Już od początku kryzysu subprime nasiliły się tendencje do koncentracji wokół najsilniejszych podmiotów. Ale ostatnio rynek funduszy Private Equity na skutek poważanych zawirowań, jakie pojawiły się na rynkach finansowych, zderzył się z niezbyt przyjazną dla siebie zmianą otoczenia. Zależnie od pozycji finansowej danego funduszu może to stanowić szansę na przyspieszony rozwój lub śmiertelne zagrożenie. Czasy łatwo dostępnych funduszy na prowadzenie działalności i łatwego sprzedawania nowych emisji certyfikatów przeszły do historii. I ci, którzy liczyliby na ich szybki powrót, mogą nie doczekać momentu, gdy ich życzenia się spełnią. Zmienione warunki sprawiają, że rynkowi myśliwi często „łączą się w stada”, by nie stać się w przyszłości zwierzyną i łatwiej polować na potencjalne okazje.

Typowym przejawem takiego łączenia sił są konsolidacje lub przejęcia. Ostatnio pojawiają się coraz częściej informacje dotyczące transakcji przejęć w sektorze Private Equtiy i jest to wyraźny znak, że podmioty z tego sektora elastycznie starają się dostosowywać do zmieniających się warunków rynkowych. Przykładem takiej konsolidacji jest ogłoszone niedawno przyłączenie się Capital Precision specjalizującej się w usługach zarządzania i komunikacji finansowej do grupy Sage Holdings LLC. Po tej operacji platforma Riverside – Sage Holding składa się już z czterech spółek i może jeszcze lepiej wykorzystywać swój potencjał.

Działania wewnątrz branży wynikają w tym sektorze również z tego, że przez pewien czas raczej tego typu inwestycje nie będą się cieszyć szczególnym zainteresowaniem podmiotów spoza branży. Fundusze Private Equity posiadają bowiem kilka charakterystyk, które w takich czasach jak obecne trudno uznać za wspierające rozwój biznesu. Mniejsza przejrzystość inwestycji, z natury biznesu zwykle obarczonych większym ryzykiem biznesowym niż dojrzałe spółki, sprzyja osiąganiu ponadprzeciętnych zysków w czasach koniunktury, lecz w czasach recesji jest balastem. W epoce, gdy awersja do ryzyka wzrosła do poziomu jakiego nikt jeszcze kilka miesięcy temu nie przewidywał ci, którzy nie zdołali zebrać wcześniej wystarczających środków, będą w trudnej sytuacji.

Mamy więc do czynienia ze stratyfikacją branży nieco przypominającą sytuację branży deweloperskiej. Czyli utrudniony dostęp do kredytów, brak chętnych do zasilenia kapitałem z rynku pierwotnego, aktywa wyceniane przez rynek znacznie poniżej wartości dającej godziwy zarobek a dodatkowo konkurencja ze strony rynku wtórnego. Z danych napływających z zachodu wynika bowiem, że wielu posiadaczy funduszy w pogoni za gotówką i uciekając przed niepewnością stara się sprzedać swoje udziały i certyfikaty oferując znaczne dyskonto. Fundusze bowiem cierpieć będą z wielu stron z racji pogorszenia się sentymentu. Brak dywidend, trudności z kredytem dla funduszu ale też dla spółek z portfela to tylko główne, choć nie jedyne przejawy tej sytuacji.

I tu pojawia się paradoks historyczny – w czasach, gdy aktywa osiągają często absurdalnie niską wycenę instytucje posiadające wiedzę i doświadczenie w zakresie wykorzystywania takich sytuacji zbiorowo zostały wrzucone przez inwestorów do koszyka z inwestycjami wysokiego ryzyka i omijane szerokim łukiem. A to błąd, bo te fundusze, które przetrwają, będą w stanie osiągnąć bardzo wysokie stopy zwrotu, gdy koniunktura się już poprawi. Tylko, które przetrwają. To już wymaga szczegółowej oceny na bazie sytuacji danego funduszu. I kluczową sprawą będzie zdolność funduszu do zachowania płynności w długim okresie bez wyprzedawania za bezcen najlepszych spółek z portfeli.

Oznacza to, że racjonalnie będzie poszukiwanie okazji do odkupienia za bezcen udziałów w takich funduszach na rynku wtórnym od dotychczasowych posiadaczy. A same fundusze prawdopodobnie przejdą przez bardzo przyspieszony proces doboru naturalnego. Najsilniejsi wyjdą jeszcze silniejsi z kryzysu. Część pozostałych będzie przejmowana w całości, część wyprzeda składniki portfela by przeżyć. Trafią się też i takie, których portfel inwestycji okaże się niedostosowany do obecnych czasów i ich udziałowcy stracą większość lub całość kapitału . . .

A kto będzie zwycięzcą w tym wyścigu. Proponuję podejść do zagadnienia z perspektywy starego przysłowia, sprawdzającego się również na giełdzie: „Zanim gruby wychudnie, chudy umrze z głodu”. Gotówka jest królem i posiadanie jej jest pierwszym warunkiem koniecznym, choć niewystarczającym, by taką szansę na przyszłą dominację rozważać. Drugim kryterium oceny szans jest doświadczenie zarządzających. Trzeba obserwować coraz liczniejsze przetasowania własnościowe na tym rynku i typować zwycięzców. Bo na inwestycji w „sprawnych myśliwych” długoterminowi inwestorzy będą mieli szanse na uzyskanie bardzo wysokich stóp zwrotu w porównaniu z innymi inwestycjami.

Kinga Hanna Stachowiak

mec. Robert Nogacki

Numizmatyczny Skarb Sao José

Skarbnica Narodowa wprowadza do sprzedaży 550 sztuk srebrnych monet kolekcjonerskich. Kolekcja pochodzi ze statku Sao José, który 400 lat temu zatonął na wodach Południowej Afryki. Monety oferowane przez Skarbnicę Narodową są częścią kolekcji Sao José, którą tworzy 7200 sztuk numizmatów wybitych przez mennice Starego i Nowego Świata. Według eksperta numizmatycznego Carol Tedesco z Historic Underwater Discoveries, Inc. i Historic Research and Certification, Inc., kolekcja ze statku Sao José jest okazją, która nie trafia się często kolekcjonerom.
„Zbiór nie tylko zawiera naprawdę wyjątkowe okazy monet, ale także dowodzi jak szeroki był zakres XVI i XVII-wiecznego handlu” – twierdzi Tedesco.

Sao José był portugalsko-hiszpańskim statkiem, płynącym z misją dostarczenia imponującego ładunku srebrnych monet do Indii. Niestety Sao José nie zdołał dotrzeć do celu. Po ataku brytyjskiej i holenderskiej flotylli zatonął nieopodal wybrzeża obecnego Mozambiku. W 2005 roku, po prawie 400 latach została rozpoczęta operacja poszukiwawcza szczątków wraku. Podczas akcji wydobyto 24 000 srebrnych reali, z których 6 900 ma wartość kolekcjonerską, potwierdzoną certyfikatem pochodzenia i ocenioną przez Numismatic Guaranty Corporation (NGC).

Monety znakowane są różnymi datami i posiadają różne nominały. Niektóre przykłady rzadkich i cennych monet to:

1. Mennice Starego Świata:

– Mennica w Granadzie, Probierz M, ok. 1597 – 1598;

– Mennica w Segowii, Probierz IM (jedyny Probierz IM w kolekcji), ok. 1590 – 1597;

– Mennica w Sewilli, Pełna data 1622;

– Mennica w Toledo, Probierz C, częściowa data 1610.

2. Mennice Nowego Świata:

– Meksyk, F & D Podwójny znak Probierza, ok. 1589 Filip II;

– Meksyk, znak Probierza D nad znakiem Probierza F, ok. 1556 – 1621, Filip II – III;

– Potosi, wczesny znak Probierza B, rzadko spotykane kwadraty na obrzeżu, ok. 1574 -1586;

– Potosi, Probierz T, odwrócona górna tarcza, odwrócone lwy i zamki, ok. 1618 – 1621.

Wyłącznym dystrybutorem monet w Polsce jest Skarbnica Narodowa. Do sprzedaży trafi 550 monet kolekcjonerskich. Koszt jednego numizmatu wyniesie od 1 200 do 6 000 zł. Monety trafią do sprzedaży w ciągu tygodnia, nie jest możliwe składanie wcześniejszych rezerwacji.

[Na podst. informacji prasowej Skarbnicy Narodowej]

Inwestycje dla odważnych

Szczególnie w końcowej fazie poprzedniej kilkuletniej globalnej hossy, instytucje finansowe poszukiwały nowych, atrakcyjnych dla klientów regionów do inwestowania, o potencjale dalszych wzrostów większym niż wysoko podówczas wyceniane aktywa dostępne na rynkach dojrzałych. Jedną z takich koncepcji, które zyskały i utrzymują sporą popularność, były tzw. fundusze BRIC. Z założenia mają one inwestować w największe gospodarki wschodzące, czyli Brazylię, Rosję, Indie i Chiny. Kraje różne, o różnym potencjale i podstawach do dalszego wzrostu, połączone ideą oczekiwanej wysokiej stopy wzrostu PKB oraz niewątpliwym potencjałem do dalszego zwiększania swojego znaczenia w gospodarce światowej. Jako pewną odmianę tej koncepcji inwestowania można określić fundusze, których spektrum inwestycyjne oparte ma być o kraje Ameryki Łacińskiej. Obszar ten regularnie nawiedzany w poprzednich dekadach kryzysami finansowymi i relatywnie niestabilny politycznie, wcześniej traktowany był przez inwestorów dość ostrożnie.

Jeśli wziąć pod uwagę występującą tam historycznie skłonność do stawiania lokalnych interesów rządzących ponad międzynarodowe zobowiązania pożyczkowe nietrudno dziwić się, że wszystkie produkty – zarówno oparte na długu jak i na akcjach, zwyczajowo traktowane są na rynkach światowych jako instrumenty spekulacyjne. Ważnym elementem jest też poziom rezerw walutowych tych krajów, stanowiący naturalny bufor bezpieczeństwa dla inwestorów. Kilka lat temu sytuacja większości krajów tego regionu w tym zakresie wyglądała wyjątkowo niekorzystnie, a pakiety pomocowe nie zawsze pomagały w powstrzymaniu ogłaszania niewypłacalności czy silnej dewaluacji walut.

Choć z drugiej strony inwestorzy wcześniej otrzymywali bardzo wyraźne sygnały o grożącym niebezpieczeństwie, więc byli świadomi podejmowanego ryzyka. Obecnie poziom rezerw walutowych głównej gospodarki regionu jaką jest Brazylia można uznać za zadowalający, choć w przypadku osłabienia globalnej koniunktury margines bezpieczeństwa jest tu znacznie węższy niż w doświadczonych ciężką lekcją sprzed dekady krajach azjatyckich.

Obserwując MSCI EM Latin American Index syntetycznie prezentujący sytuację na rynkach publicznych Ameryki Łacińskiej, możemy stwierdzić, że jego wartość (mierzona w walutach lokalnych) w ciągu ostatnich dziesięciu lat wzrastała średnio o 17,69 proc. rocznie, a w ciągu ostatnich pięciu lat o 28,08 proc. To interesujące stopy zwrotu, ale nie należy zapominać, że wiążą się w dużej mierze z „efektem bazy”, wynikającym z wcześniejszych kryzysów walutowych oraz z poprawy na rynkach surowcowych, gdzie państwa te uzyskują znaczącą cześć wpływów eksportowych. W przypadku ponownego pogorszenia sytuacji w tych obszarach, mechanizm dewaluacji lokalnych walut i powrót niestabilności w bilansie płatniczym może brutalnie obejść się z rozliczającymi inwestycje w USD lub Euro inwestorami.

Argumenty przedstawione powyżej w sposób wystarczający wyjaśniają, dlaczego oferta funduszy działających na tym rynku jest stosunkowo uboga. Produkty, które obecnie są dostępne dla polskich inwestorów, zarządzane są przez profesjonalistów z międzynarodowych grup finansowych, zajmujących się tym wymagającym szczegółowej wiedzy regionem. Pierwszym z nich jest Ubezpieczeniowy Fundusz Kapitałowy Nordea – HSBC Akcji Latynoamerykańskich, który 100% swoich aktywów inwestuje w jednostki uczestnictwa w HSBC GIF Latin American Freestyle M1, zarządzanym przez HSBC Global Investment Funds SICAV, Luxemburg.  Inwestuje on co najmniej dwie trzecie swoich niepieniężnych aktywów w skoncentrowany portfel inwestycji- w akcje emitowane przez firmy Ameryki Łacińskiej oraz firmy, które prowadzą dominującą część swojej działalności w Ameryce Łacińskiej. Swoistym wentylem bezpieczeństwa w przypadku tego produktu jest uprawnienie dla zarządzającego, by w sytuacji gdy oceni, że rynki te oferują niedostateczne możliwości lub sytuacja na nich ulega pogorszeniu, zainwestować do 49% wartości aktywów netto subfunduszu w dodatkowe, płynne aktywa. Produkt jest dostępny w ofercie wielu instytucji finansowych, a jego prospekt można znaleźć na stronie banku Nordea.

Drugim z produktów jest Templeton Latin America Fund, ukierunkowany na wzrost wartości kapitału oparty głownie na portfelu instrumentów udziałowych. Podobnie jak w poprzednio omawianym produkcie, również tu zastrzega się relatywnie wysoki poziom elastyczności w odniesieniu do polityki inwestycyjnej.  Warto wskazać, że w przypadku tego funduszu ewentualne papiery o stałym dochodzie powinny być pozbawione ryzyka kursowego, czyli denominowane w walutach takich jak USD czy Euro. Podstawową walutą tego funduszu jest dolar amerykański.

Kolejny produkt, który osoba chcąca zainwestować co najmniej kwotę 5000 USD można nabyć za pośrednictwem Deutsche Banku PBC  to Merrill Lynch International Investment Funds – Latin American Fund. Inwestorzy mogą też rozważyć nabycie SGAM Fund / Equities Latin America, zarządzanego przez posiadający znakomite kompetencje w zakresie tego obszaru bank Santander, czy jednostek Schroder International Selection Fund Latin American.

Decyzję czy i jaką część środków inwestować w rejonie Ameryki Południowej nie jest łatwo podjąć zarówno z perspektywy tak dużej odległości geograficznej, ale też i odległości mentalnej, jaka dzieli Europę od tych rynków. Dodatkowo należy uwzględnić właściwą platformę porównawczą. O ile z racji efektów bazy, częstokroć związanych z powtarzającymi się w tym rejonie od wielu lat kryzysami ekonomicznymi i politycznymi, występują tam okresy wzrostu gospodarczego relatywnie szybszego niż w krajach o dojrzałych gospodarkach – choć w ujęciu nominalnego przyrostu trudno tu mówić o doganianiu poziomu PKB – to porównania z dynamicznie rozwijającymi się krajami azjatyckimi, bliskowschodnimi, czy choćby naszej części Europy region ten już nie wytrzymuje. Można nawet łatwo uzasadnić opinię, że pod tym względem jedynie Afryka jako kontynent prezentuje się  na podobnymi lub nieco niższym poziomie atrakcyjności.

Struktura gospodarki i eksportu, zadłużenie i specyfika polityczna sprawiają, że inwestycje na rynkach Ameryki Łacińskiej nie są czymś, co można polecić przeciętnemu inwestorowi. Jest to raczej dający przyzwoity potencjał wzrostu wartości element dobrze zdywersyfikowanego, długoterminowego portfela dużego inwestora o globalnej perspektywie. W horyzoncie kilkuletnim powinna to być dobra inwestycja, i ta kategoria inwestorów jest najwłaściwszym adresatem oferty omawianych funduszy.  Krótkoterminowo oczekiwana premia za ryzyko nie wygląda imponująco, zwłaszcza z perspektywy bliższej naszym inwestorom i mocno przecenionej w ostatnich miesiącach GPW. Jeśli hossa powróci na światowe rynki, to wydaje się, że w Warszawie relacja zysk/ryzyko będzie korzystniejsza.

Niezależnie od tego czy i jaki fundusz wybierzemy, nie jest to zdecydowanie obszar geograficzny, w którym warto samodzielnie inwestować. Wymagana znajomość jego specyfiki i nietypowych z europejskiej perspektywy zagrożeń sprawia, że jeśli decydujemy się na takie inwestycje, to zawsze korzystajmy z doświadczenia profesjonalistów, co istotnie zmniejszy (choć nie zniweluje) poziom ryzyka, na jaki będziemy eksponowani.

Autorzy:

Kinga Hanna Stachowiak

mec. Robert Nogacki

Czy fundusze aktywów niepublicznych są lekiem na bessę?

Poszukując metod spokojnego i zyskownego zacumowania oszczędności na okres „burz i naporów” na rynku giełdowym, warto jest zwrócić uwagę na fundusze private equity. Oferują one możliwość zaangażowania w spółki niepubliczne, tj. spółki, których papiery wartościowe nie są notowane na rynkach regulowanych, takich jak Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie. Zarządzający funduszami private equity (zwanymi również funduszami aktywów niepublicznych) poszukują perspektywicznych przedsiębiorstw, które potrzebują zastrzyku kapitału na dalszy rozwój. Oferują im finansowanie alternatywne w stosunku do kredytu bankowego, a w zamian obejmują akcje, udziały bądź inne papiery wartościowe (np. obligacje, warranty).  Jeśli spółka dobrze wykorzystała kapitał pozyskany od funduszu, to po kilku latach (najczęściej trzech do sześciu), fundusz może zbyć papiery wartościowe – dyskontując wzrost ich wartości, wynikający ze wzrostu wartości przedsiębiorstwa emitenta.

Oczywiście, dobrze zorganizowany fundusz private equity nie ogranicza swojej roli do biernego oczekiwania na rezultaty dofinansowania, ale dąży do uzyskania kontroli nad procesem wydatkowania przez zarząd spółki pozyskanego kapitału i rozlicza go z efektywności podejmowanych działań. Do najczęstszych metod wyjścia przez fundusz aktywów niepublicznych z inwestycji należy IPO, initial private offering, czyli wprowadzenie spółki do obrotu giełdowego, ale możliwe jest także zbycie pakietu papierów wartościowych innemu inwestorowi prywatnemu.

Teoretycznie wyceny jednostek uczestnictwa (certyfikatów inwestycyjnych) funduszy private equity nie są wprost związane z sytuacją na rynkach publicznych, co czyni z nich bardzo ciekawą ofertę na czas bessy, aczkolwiek rzeczywistość jest nieco bardziej złożona niż teoria. W tym kontekście należy zwrócić uwagę na fakt, że wiele tego rodzaju funduszy wprowadza swoje certyfikaty na rynek publiczny, co powoduje rozminięcie się ich wyceny „księgowej” (dokonywanej przez audytora funduszu) i wyceny rynkowej, określonej grą popytu i podaży. Ta ostatnia najczęściej podlega takim samym, cyklicznym wahaniom, jak wyceny innych instrumentów finansowych dostępnych na rynku publicznym (niedowartościowanie w okresie bessy, przewartościowanie w okresie hossy).

Warto pamiętać, że fundusze private equity mogą być mniej transparentne dla inwestorów niż fundusze działające na rynku giełdowym, co zwiększa ryzyko nadużyć ze strony zarządzających. Dla określenia ryzyka tego rodzaju funduszy bardzo istotne jest zweryfikowanie ich formy prawnej, bowiem pod nazwą „private equity” kryje się bardzo szeroka gama formuł działania – począwszy od funduszy inwestycyjnych w rozumieniu prawa polskiego, a skończywszy na spółkach rejestrowanych w rajach podatkowych.

Poniżej prezentujemy zestawienie informacji na temat kilku funduszy private equity, które są dostępne dla polskich inwestorów.

1. Subfundusz Skarbiec Private Equity (w ramach Funduszu SKARBIEC FIO)

Polityka inwestycyjna

Subfundusz realizuje swój cel inwestycyjny poprzez inwestowanie, co najmniej 66 proc. aktywów w:

1) akcje emitowane przez spółki publiczne, głównie spółki, których przedmiotem lub jednym z podstawowych przedmiotów działalności jest prowadzenie lub udział w prowadzeniu działalności związanej z przedsięwzięciami typu private equity,

2) jednostki uczestnictwa innych funduszy inwestycyjnych otwartych, które zostały zaklasyfikowane do kategorii funduszy (subfunduszy) private equity,

3) a także w warranty subskrypcyjne, prawa do akcji, prawa poboru i kwity depozytowe, emitowane przez spółki publiczne, o których mowa powyżej,

4) instrumenty pochodne, w tym niewystandaryzowane instrumenty pochodne.

Krytycznym okiem Skarbiec.Biz . . .

Jak wynika z analizy zasad polityki inwestycyjnej Skarbiec Private Equity, fundusz ten nie prowadzi własnych przedsięwzięć private equity, ale inwestuje w fundusze typu private equity oraz spółki zarządzające inwestycjami private equity. Jest to polityka wygodna dla zarządzających, ale mało korzystna dla inwestorów. Przede wszystkim warto pamiętać, iż jej ubocznym skutkiem jest wystąpienie „efektu podwójnych opłat”: subfundusz Skarbiec będzie pobierał opłatę za zarządzanie w wysokości 2,50 proc. rocznie (dodatkowo, maksymalna prowizja przy zakupie to 5,5-5,0 proc.), a następnie zainwestuje środki klientów w inne fundusze, które będą pobierać kolejne opłaty za zarządzanie (a być może również opłaty „na wejście” i „na wyjście”). Klient płaci więc podwójne za jedną usługę – inwestowanie jego środków w przedsięwzięcia private equity.

Po drugie, niepokoi ryzyko koncentracji subfunduszu na inwestycjach w spółki publiczne prowadzące działalność związaną z przedsięwzięciami typu „private equity”. Taki model inwestycji niweczy podstawową korzyść  jaką można czerpać z inwestycji private equity – w postaci braku korelacji z sytuacją na rynkach giełdowych. Jak pisaliśmy powyżej, akcje spółek zajmujących się private equity podlegają bowiem takim samym regułom cyklów koniunkturalnych jak papiery wartościowe jakichkolwiek innych emitentów  (przykładowo, cena akcji notowanego na polskiej giełdzie specjalisty od inwestycji private equity, MCI Management S.A., spadła w ciągu ostatniego roku z 36 zł na 8,5 zł).

2. SECUS Pierwszy Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Spółek Niepublicznych

Polityka inwestycyjna

Polityka inwestycyjna funduszu zakłada inwestowanie aktywów w spółkach niepublicznych, które w okresie funkcjonowania funduszu zostaną wprowadzone do obrotu regulowanego i ich sprzedaż w obrocie regulowanym. Osiągnięcie celu inwestycyjnego będzie możliwe dzięki sprzedaży posiadanych przez fundusz akcji tych spółek w obrocie regulowanym po określonej przez rynek cenie.

Wedle założeń zarządzających funduszem, wzrost wartości zainwestowanych w ten sposób aktywów ma być osiągnięty w wyniku:

a) wykorzystania różnicy istniejącej pomiędzy wyceną akcji spółek niepublicznych i akcji znajdujących się w obrocie regulowanym;

b) przeprowadzanych przez fundusz działań mających na celu zwiększenie wartości tych spółek;

c) przeprowadzanie przez fundusz działań przygotowujących spółki do wprowadzenia ich akcji do obrotu regulowanego (w szczególności przeprowadzanie zmiany formy prawnej ze spółki z ograniczona odpowiedzialnością w spółkę akcyjną w przypadku objęcia przez Fundusz udziałów).

Krytycznym okiem Skarbiec.Biz . . .

Z dużym uznaniem należy odnotować fakt, iż w przypadku Secus FIZ zarządzający nie mogą nabywać akcji lub innych instrumentów finansowych, które są już dopuszczone do obrotu na rynku regulowanym. Jest to zablokowanie ewentualnej próby „pójścia na skróty” i uproszczenie procesu wyboru spółek do portfela docelowego.

Niewątpliwie polityka inwestycyjna Secus FIZ I przedstawia się więc znacznie bardziej ambitnie niż w przypadku Skarbiec Private Equity. Jednakże dotychczasowy sposób jej realizacji budzi pewne wątpliwości.  Po pierwsze, warto podkreślić niespieszne tempo budowania portfela inwestycyjnego.  Otwarcie subskrypcji certyfikatów serii A nastąpiło jeszcze w listopadzie 2006 r. – tymczasem pierwsze realne inwestycje nastąpiły w październiku 2007 r. (pomimo, że fundusz pobiera co roku wysoką, czteroprocentową, opłatę za zarządzanie).

Dalsze wątpliwości budzi zawartość portfela inwestycyjnego, w skład którego wchodzi 0,01% akcji PZU, 5% akcji Agito, 8,9% akcji WiedzaNet S.A. oraz 32 % akcji Inwest S.A. Wyjąwszy ostatnią inwestycję są to więc niewielkie pakiety akcji, co tworzy niepokojące wrażenie pewnej przypadkowości działań zarządzających (przynajmniej z punktu widzenia interesów klientów). Jaki bowiem realny wpływ na daną spółkę może mieć fundusz posiadający kilka procent-kilkanaście promili jej kapitału zakładowego? Na ile zabezpieczone są interesy inwestorów, którzy finansują taką inwestycję?  W jaki sposób taki fundusz private equity chce wywierać wpływ na działalność spółek portfelowych, przyczyniając się do ich rozwoju i wzrostu wartości ich przedsiębiorstw? Tego rodzaju lokowanie środków inwestorów wydaje się co najmniej wątpliwie w świetle ogólnych zasad prowadzenia inwestycji przez fundusze aktywów niepublicznych.

Inwestycje te są zastanawiające także pod jeszcze jednym względem. Akcje WiedzaNet SA nabyte zostały od Secus sp. z o.o. Jak przyznawał fundusz „pomiędzy Zarządzającym Funduszem oraz Sprzedającym istnieją powiązania personalne. Przedstawiciele Zarządzającego pełnią określone funkcje w organach statutowych Sprzedającego.” Niestety nie wskazano po jakiej cenie akcje te uprzednio nabył Secus sp. z o.o. Natomiast akcje Agito.pl S.A. fundusz nabył od Amada Investment LLC – podmiot ten wspólnie z Secus Investment Sp. z o.o. występuje jako akcjonariusz w  Pronox Technology S.A. oraz Agito.pl (i tutaj oprócz Secus FIZ akcjonariuszem jest także Secus Investment sp. z o.o.). W sumie więc przez ostatnie półtora roku Secus FIZ tylko w ograniczonym stopniu wyszedł poza projekty w które grupa Secus już jest zaangażowana.

3. Investor Leveraged Buy Out Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych

Polityka inwestycyjna

Fundusz Investor LBO lokuje co najmniej 80% wartości swoich Aktywów w aktywa inne niż:

1) papiery wartościowe będące przedmiotem publicznej oferty lub papiery wartościowe dopuszczone do obrotu na rynku regulowanym (chyba że papiery wartościowe stały się przedmiotem publicznej oferty lub zostały dopuszczone do obrotu na rynku regulowanym po ich nabyciu przez Fundusz),

2) instrumenty rynku pieniężnego (chyba że zostały wyemitowane przez spółki niepubliczne, których akcje lub udziały wchodzą w skład portfela inwestycyjnego Funduszu).

Krytycznym okiem Skarbiec.Biz . . .

Investor LBO, podobnie jak Secus FIZ stanowi fundusz aktywów niepublicznych z prawdziwego zdarzenia. W jego wypadku głównym mankamentem jest  ograniczona wartość środków znajdujących się w zarządzaniu funduszu (ok. 33 mln zł). W nieuchronny sposób indukuje to koncentrację zarządzających na bardzo nielicznych projektach inwestycyjnych, co zwiększa ryzyko, że nietrafione inwestycje znacząco odbiją się na globalnym wyniku funduszu. Trudno jest na dzień dzisiejszy oszacować rozmiary tego ryzyka, albowiem dotychczas fundusz nie zakończył jeszcze żadnej inwestycji, w związku z czym wycena jego  certyfikatów podlega tylko symbolicznym wahaniom (+ 0.15 proc. od września 2007 r.).

Autorzy:

Kinga Hanna Stachowiak

mec. Robert Nogacki

Inwestycje w czasach kryzysu

Obecny trudny i gwałtowny okres dostosowywania się cen aktywów do ich realnej wyceny sprawił, że mit łatwego zarabiania przez każdego na inwestycjach w akcje, surowce lub nieruchomości prysł jak bańka mydlana. Dla wielu zakończenie tego mitu przyniosło również bolesne straty i konieczność zrewidowania swoich finansowych planów na przyszłość.

Teraz uwaga wielu spośród tych, którym udało się ocalić jakąś gotówkę z finansowej zawieruchy kieruje się ku bezpieczniejszym inwestycjom. Zarówno posiadacze relatywnie dużych sum, jak i małych, przypominają sobie o lokatach bankowych i obligacjach. Właśnie obligacjom jako jednej z podstawowych form w miarę bezpiecznego ulokowania kapitału chcielibyśmy poświęcić ten artykuł. W porównaniu z innymi formami inwestycji, obligacje skarbowe emitowane przez wiarygodne państwa, trudno traktować jako instrumenty związane z bardzo wysoką rentownością.

W potocznym rozumieniu są to też instrumenty obarczone relatywnie niskim ryzykiem utraty zainwestowanego kapitału. Poglądy te, przy zachowaniu pewnej dawki zdrowego rozsądku, pozostają do pewnego stopnia prawdziwe, lecz także inwestowanie w obligacje wymaga zrozumienia pewnych mechanizmów rynkowych i dostosowania do nich podejmowanych działań. Sama bowiem nazwa obligacje nie daje gwarancji, że lokujemy bezpiecznie i rentownie. Obecny kryzys finansowy w dużej mierze związany jest z obligacjami korporacyjnymi opartymi na aktywach. A obecnie ich posiadacze, do niedawna jeszcze pewni wartości posiadanego majątku, są szczęśliwi, gdy uda im się odzyskać choć cząstkę z zainwestowanych kapitałów.

W nieco lepszej stacji są posiadacze obligacji krajów takich jak Islandia, których wartość inwestycji mierzona w twardej walucie spadła w nieco tylko mniejszym zakresie. Na co więc zwracać uwagę rozważając zakup obligacji. Spójrzmy najpierw jak można zarabiać na obligacjach. Instrumenty te dają teoretycznie szansę na zarobek na dwa sposoby. Pierwszy podstawowy to odsetki płacone przez emitenta. Drugi to możliwości zarobku przy sprzedaży obligacji przed wykupem, pod warunkiem, że jej cena wzrośnie w związku ze spadkiem rynkowych stóp procentowych. O ile w obecnej sytuacji odsetki możemy uznać za podstawowe i w miarę pewne źródło przychodu, to mechanizm wiążący ceny obligacji z rynkowymi stopami procentowymi w najbliższych latach raczej nie będzie działał na naszą korzyść i obligacji o dużej wrażliwości na ruchy stop procentowych powinniśmy raczej unikać. Ale o tym szerzej w dalszej części.

Podzielmy tok naszych rozważań rozpatrując osobno inwestycje w obligacje na rynku międzynarodowym oraz inwestycje w krajowe obligacje skarbowe. Inwestowanie na międzynarodowym rynku obligacji jest formą inwestowania dostępną już dla średnio zamożnych inwestorów. Oprócz inwestycji bezpośrednich, można oczywiście zakupić także jednostki funduszy inwestycyjnych inwestujących w takie obligacje, lecz tu trzeba zacząć od uważnej lektury tabeli opłat, by nie okazało się, że prowizja za zarządzanie skonsumuje wszystkie nasze zyski. Z takimi sytuacjami mieliśmy już w przeszłości do czynienia i w razie podejrzenia, że sytuacja może się powtórzyć podarujmy sobie korzystanie z pośredników.

W obecnej sytuacji rynkowej powinniśmy z góry przyjąć, że inwestycje w obligacje są formą działania raczej nakierowana na przechowanie wartości kapitału, aniżeli na jego intensywne pomnażanie. Nie oznacza to bynajmniej, że inwestycje w obligacje, zwłaszcza te o długim terminie zapadalności, pozbawione są ryzyka związanego ze zmianami cenowymi. Wielu mniej doświadczonych inwestorów na własnej skórze, także w warunkach polskich, przekonało się, że nabywanie długoterminowych obligacji w fazie niskich stóp procentowych może być źródłem bardzo poważnych, bo sięgających nawet kilkudziesięciu procent strat. Stają się one realnymi stratami w sytuacji, gdy zachodzi potrzeba wcześniejszego ich spieniężenia. A przecież rzadko kto kupując nawet dziesięcioletnią obligację (nie wspominając o obligacjach o dwudziesto lub trzydziestoletnich terminach zapadalności) może być pewien, że inwestycję tę będzie przetrzymywał aż do wykupu przez emitenta.

Dlatego też, gdy mówimy o inwestycjach w obligacje zagraniczne, musimy odpowiedzieć sobie najpierw na podstawowe pytanie: czego oczekujemy od naszej inwestycji. Jeśli odpowiedź znacząco odbiega od stwierdzenia, że oczekujemy przechowania przez trudne czasy naszych walutowych oszczędności, powinniśmy może zastanowić się nad innymi typami inwestycji. Jeśli nasz cel inwestycyjny jest zbliżony do opisanego powyżej, pozostaje nam do podjęcia cały szereg istotnych decyzji, które w przyszłości determinować będą rezultaty naszych działań i ich uzależnienie od tego, co dziać się będzie na rynku.

W przypadku inwestycji w obligacje zagranicznych rządów podstawowym elementem selekcji jest kraj emitent obligacji, jego perspektywy gospodarcze i waluta, w której została wyemitowana obligacja. Jeśli bowiem kupimy choćby najatrakcyjniej skonstruowane obligacje kraju, gdzie lokalny rząd nie panuje całkowicie nad inflacją i deficytem ani nie ma zamiaru zwracać komukolwiek pożyczonych pieniędzy, to nie liczmy, że uda nam się przechować jakąkolwiek wartość kapitału w takich instrumentach. To z góry eliminuje część państw afrykańskich i azjatyckich o ograniczonej renomie.

Z grona bardziej renomowanych krajów także powinniśmy z ograniczonym zaufaniem podejść do tych, których waluta nie cieszy się renomą na rynkach finansowych. Ostatni przykład Islandii, której waluta zdewaluowała się ostatnio bardzo znacznie, skłania do rozważania wyłącznie inwestycji nominowanych w euro i dolarze. I to tylko w odniesieniu do takich krajów, gdzie ufamy na podstawie sytuacji makroekonomicznej, iż będą w stanie obsługiwać swoje zadłużenie. W odniesieniu do tych wiarygodnych pamiętajmy, że ceny obligacji krajów o słabszej gospodarce i trudniejszej sytuacji budżetowej będą z definicji zachowywać się gorzej, bo wyższa będzie wymagana premia za ryzyko. A przecież ceny to jeden z głównych czynników opłacalności naszej inwestycji.

Przechodząc z kolei do zagadnienia wyboru okresu, jaki pozostał do wykupu obligacji, to w przypadku instrumentów charakteryzujących się stałą wysokością wypłacanych odsetek, im dłuższy instrument, tym większa jest jego wrażliwość na stopy procentowe. Gdy rynkowe stopy procentowe spadają, nasze obligacje zyskują na wycenie rynkowej. I przeciwnie, gdy stopy rosną to cena, po jakiej możemy w razie potrzeby upłynnić posiadane przez nas obligacje, spada. Ruchy te potrafią być bardzo duże i w przypadku instrumentów o dłuższym terminie do wykupu jedno czy dwuprocentowy wzrost rynkowych stóp procentowych może przełożyć się na kilkudziesięcioprocentowy spadek wartości bieżącej naszej inwestycji.

W krajach spełniających opisane wcześniej kryteria, rentowność obligacji jest obecnie w ujęciu historycznym na dość niskim lub bardzo niskim poziomie. Podobnie jak oficjalne stopy procentowe banków centralnych. Dlatego, choćby z czysto arytmetycznego i logicznego punktu widzenia, brak jest znaczącego miejsca na uzyskanie znaczącego zarobku z tytułu ewentualnego dalszego obniżania rynkowych stóp procentowych. Jeśli racjonalnie przyjmiemy, że podstawowe mechanizmy funkcjonowania cykli stóp procentowych nie zostaną zaburzone przez obecne uwarunkowania gospodarcze następnego zacieśniania polityki pieniężnej, czyli podwyżek oficjalnych stóp procentowych, możemy spodziewać się dopiero za kilka lat, gdy ponownie rozpędzająca się gospodarka spowoduje wzrost zagrożenia inflacją.

Ale myliłby się ten, kto zakładałby z góry, że oprocentowanie obligacji będzie wszędzie, w związku z osłabieniem gospodarczym, spadać w następnych latach. Czasy łatwego dostępu do pieniądza, a w dodatku bardzo taniego pieniądza na dłuższy czas pozostaną bajką opowiadaną młodym bankierom jak opowieść o dawnych dobrych czasach. Zmniejszenie możliwości korzystania z dźwigni finansowej powodowało, że pieniądza na rynku jest znacznie mniej, a jego posiadacze znacznie bardziej wybredni w doborze tych, którym zechcą go pożyczać.

Olbrzymie programy pomocowe rządów dla sektora finansowego wiązać się będą z gwałtownym przyrostem długu publicznego. Już teraz zawieszono czasowo obowiązywanie limitów w tym zakresie nakreślonych przez pakt stabilizacyjny. Euro nie jest jednak przez to w relatywnie gorszej sytuacji niż dolar, gdyż i USA zadłuża się na potęgę. A zadłużające się rządy o największej wiarygodności finansowej, czyli USA i Niemcy stanowią silną konkurencję dla pozostałych w warunkach, gdy pieniądza na rynku nie ma w nadmiarze. Ci pozostali to rządy krajów w strefie euro, do których inwestorzy mają bardziej ograniczone zaufanie, kraje spoza strefy euro, należące do Unii Europejskiej a także gospodarki pozostałych krajów. No może z nielicznymi wyjątkami krajów o olbrzymich rezerwach i ograniczonym zapotrzebowaniu na pozyskiwanie kapitału.

Ale szanse, że zarządzający chińskimi rezerwami walutowymi zaczną poszukiwać wyższej stopy zwrotu kosztem ponoszenia wyższego ryzyka nie są obecnie zbyt duże. Poza rządami w kolejce po kapitał stoją jeszcze instytucje finansowe i korporacje emitujące papiery komercyjne. Najbardziej prawdopodobnym pozostaje więc, że wszyscy poza Niemcami i USA będą musieli płacić coraz więcej w relacji do ceny pieniądza dla tych krajów z uwagi na rosnące premie za ryzyko i konkurencję o ograniczone zasoby finansowe. Nie jest wykluczone także, że nawet papiery tych dwóch krajów, niezależnie od poziomu stóp oficjalnych potanieją, gdy ich rosnące potrzeby pożyczkowe będą coraz trudniejsze do zaspokojenia.

Jest więc szereg poważnych czynników makroekonomicznych i rynkowych, które będą działać w stronę przeciwną niż obniżanie oficjalnych stóp procentowych, czyli w kierunku podnoszenia wymaganej przez nabywców obligacji rentowności. Dlatego ryzyko związane z zakupem takich długoterminowych instrumentów przez osoby niezajmujące się na co dzień profesjonalnie handlem obligacjami jest w mojej ocenie bardzo duże. Nawet w przypadku, jeśli te rentowności powędrowałyby tylko trochę w kierunku historycznie bardziej typowych poziomów, to w skali kilkuletniej inwestycji mogłoby łatwo okazać się, że otrzymamy sprzedając obligacje znacznie mniej waluty, niż wydaliśmy na ich nabycie. O wyniku takiej inwestycji w przypadku, w którym cena pieniądza urosłaby znacznie poniżej poziomów historycznych lepiej nawet nie wspominać.

Co do obligacji krajowych to, częściowo z podobnych względów jak opisane powyżej, inwestowanie w długoterminowe obligacje o stałym oprocentowaniu obarczone jest stosunkowo dużym ryzykiem. Mamy jednak w przeciwieństwie do wielu innych krajów nieco więcej czynników wpływających pozytywnie na perspektywy całkowitego zarobku na takiej operacji w horyzoncie kilkuletnim. Obecnie rentowności znajdują się już na relatywnie wysokim poziomie, więc historycznie istnieje znacznie więcej miejsca na ich spadek. Przy słabnącej presji inflacyjnej i ogólnej w recesji tendencji do rozluźniania polityki pieniężnej, jest możliwość całkiem przyzwoitego zarobienia dodatkowo na wzroście ceny rynkowej. W kierunku przeciwstawnym może zadziałać czynnik popytu na krajowy dług. Potrzeby pożyczkowe trudno będzie zredukować, a skala wpływu międzynarodowej konkurencji w tym zakresie może przeważyć nad wpływem decyzji RPP.

Nawet w przypadku dość stabilnej gospodarki jak nasza ryzyko jest więc duże i długie obligacje polecałbym tylko tym, którzy zdecydowani są przetrzymywać je do wykupu, o ile zajdzie taka konieczność i zadowoleni będą w takim przypadku z wysokości (nader przyzwoitej tak na marginesie) otrzymywanych odsetek.  Spadająca oczekiwana inflacja powinna skłonić nas, by z ostrożnością podchodzić do obligacji, których oprocentowanie uzależnione jest od tego czynnika. Zwykle nie są to najlepsze instrumenty na tę fazę cyklu gospodarczego, której nadejścia oczekujemy i tym razem zapewne będzie podobnie. Jedynie symptomy pojawiającej się stagflacji mogłyby zwiększyć ich atrakcyjność, lecz na razie takiego scenariusza rozwoju wydarzeń nie powinno uznawać się za najbardziej prawdopodobny.

Szukającym bezpieczeństwa, płynności i ograniczonego poziomu ryzyka zdecydowanie polecam zainteresowanie dwuletnimi obligacjami detalicznymi. Dobre oprocentowanie, możliwość szybkiego uwolnienia gotówki przy znanych niewielkich kosztach takiej operacji i gwarancja Skarbu Państwa czynią z tych instrumentów moim zdaniem najlepszy wybór dla osoby oszczędzającej w złotówkach. Podsumowując zagadnienia omówione powyżej, w odniesieniu do inwestycji w obligacje obecnie najbardziej uzasadnionym działaniem wydaje się w odniesieniu do obligacji zagranicznych nabywanie krótko lub średnioterminowych obligacji niemieckich i amerykańskich. W odniesieniu do obligacji krajowych wiele przemawia na korzyść dwuletnich obligacji detalicznych. A dla poszukujących ciekawych okazji poddaję pod rozwagę możliwość nabycia interesująco oprocentowanych polskich obligacji denominowanych w walutach obcych.

Autorzy:

Kinga Hanna Stachowiak

mec. Robert Nogacki

Inwestycje w fundusze obligacji dolarowych

Przez dziesięciolecia w Polsce inwestowanie w dolary było jedną z przekazywanych z pokolenia na pokolenie pewnych recept na zabezpieczenie wartości swojego majątku. Tak dobrego PR, jaki w przypadku amerykańskiej waluty występował, i często wciąż występuje w starszych pokoleniach w warunkach zróżnicowanego rynku finansowego już pewnie żadnemu rozwiązaniu oszczędnościowemu nie uda się uzyskać.

W dużej mierze opierało się ono o porównanie do innych możliwości oszczędnościowych poprzedniego systemu gospodarczego, w którym już drobne dolarowe kwoty czyniły z  ich posiadacza lokalnego krezusa, a setki tysięcy rodaków skłoniły do wyjazdów zarobkowych. Obecnie w czasach względnie stabilnej gospodarki i waluty możemy na zagadnienie inwestycji w dolara spojrzeć z punktu widzenia jednej z wielu dostępnych klientom inwestycji.

Ostatnie tygodnie przyniosły dolarowi wyraźne umocnienie względem innych walut w tym złotówki i w związku z tym poprawiły się krótkoterminowe wyniki funduszy inwestujących w amerykańskie obligacje skarbowe. Jest to okazja do zwrócenia uwagi inwestorów na produkty, które w ostatnich latach zaliczyć można było, w rozliczeniu złotówkowym do jednych z najgorszych inwestycji.

Na czym zarabiać można w przypadku takiego funduszu?

Są zasadniczo trzy źródła wyniku.

1) Pierwszym i decydującym jest kształtowanie się kursu złotówki do dolara. Jeszcze kilka lat temu było to ponad 4 złote za USD, niedawno kurs zbliżył się do 2 złotych. Takiego osłabienia dolara nie są w stanie skompensować w normalnych warunkach pozostałe źródła.

2) Drugim źródłem są zmiany cen rynkowych obligacji – cena rynkowa obligacji rośnie gdy rentowność obligacji amerykańskich spada, a spadają gdy ich rentowność rośnie. W przypadku długoterminowych obligacji w portfelu zmiany takie mogą sięgać nawet kilkudziesięciu procent, gdy zmiany rentowności sięgają kilku punktów procentowych.

3) Kolejnym źródłem zysków inwestorów są dochody z bieżących kuponów odsetkowych. Obecnie gdy stopy procentowe w USA są historycznie niskie dużą część bieżącego dochodu niestety pochłaniają prowizje towarzystw zarządzających funduszami, więc na to źródło nie ma co liczyć. Niskie stopy oznaczają też, że nie ma miejsca na zarobek z tytułu dalszego wyraźnego spadku rentowności.

Potencjalnie możliwy kierunek ruchu rentowności obligacji w długim terminie to wzrost stóp, a to oznaczać będzie wyraźny spadek cen rynkowych obligacji. Im dłuższe są terminy zapadalności obligacji w portfelu tym większy będzie to spadek. Wzrosty rentowności obligacji zwykle sprzyjają umocnieniu waluty. Relacja między zyskiem z takiego umocnienia a stratą na cenie obligacji jest zależna od składu portfela funduszu. Im krótsze obligacje są w portfelu funduszu tym takie umocnienie przełoży się korzystniej na stan portfela inwestora.

Na rynku polskim dostępnych jest kilka funduszy dolarowych o różnym profilu działalności, jeśli brać pod uwagę ryzyko nabywanych instrumentów jak i rodzaje nabywanych instrumentów. Należą do nich m.in.:

BPH FIO Dolarowych Obligacji jest skierowany dla osób oczekujących zysków na poziomie depozytów bankowych nominowanych w USD. Fundusz łączy w sobie bezpieczeństwo inwestycji z możliwością czerpania zysków ze skarbowych papierów wartościowych rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki, w które lokuje większość swoich aktywów. Wybory inwestycyjne zarządzających funduszem poparte są ratingami inwestycyjnymi renomowanych agencji, oceniających wiarygodność kredytową danej inwestycji.

Minimalna kwota inwestycji w BPH FIO Dolarowych Obligacji wynosi 1 000 PLN lub 5 000 USD.

Fundusz pobiera od nas następujące opłaty: 1% przy wpłacie w PLN lub 0,2% w USD oraz 1,25% opłaty za zarządzanie.

Historyczne wyniki funduszu: miesiąc 4.157 proc.; 3 miesiące 3.917 proc.; 6 miesięcy 4.64 proc.; rok 3.086 proc.

UniDolar Obligacje FIO jest funduszem agresywnym,  który inwestuje główne aktywa w obligacje i inne papiery dłużne, które są emitowane przez rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz korporacyjne obligacje firm, które mają siedzibę na terenie USA lub w krajach OECD. Fundusz może również lokować środki w obligacje i inne papiery dłużne denominowane w USD i emitowane przez podmioty, których siedziba mieści się w krajach OECD innych niż USA.

Udział papierów dłużnych w portfelu nie powinien być niższy niż 80% wartości aktywów. W portfelu mogą znaleźć się papiery dłużne zarówno o stałym, jak i zmiennym oprocentowaniu. Nie mniej niż 80% portfela stanowić powinny papiery denominowane w USD. Co najmniej 90% wartości portfela będą stanowić papiery wartościowe posiadające rating inwestycyjny.

Minimalna pierwsza wpłata  na fundusz wynosi  500 PLN na rejestr złotówkowy lub 1000 USD na rejestr dolarowy. Każda kolejna wpłata to co najmniej 100 PLN na rejestr złotówkowy lub 1000 USD na rejestr dolarowy.

Fundusz pobiera od inwestora  2 % opłaty manipulacyjnej oraz  2% opłaty za zarządzanie.

Historyczne wyniki funduszu: miesiąc 12.313 proc; 3 miesiące 5.042 proc.; 6 miesięcy -2.409; proc. rok -14.467

PIONEER Obligacji Dolarowych Plus FIO to fundusz inwestujący w wysokodochodowe obligacje-  głównie papiery wartościowe o podwyższonym ryzyku inwestycyjnym. Taka polityka inwestycyjna umożliwia osiągnięcie ponadprzeciętnych zysków z tytułu wzrostu wartości obligacji oraz wypłaconych odsetek.

Minimalna kwota inwestycji to 1 000 zł. Fundusz pobiera od nas maksymalnie 2, 5 % prowizji. Nie pobierana jest opłata za zarządzanie.

Historyczne wyniki funduszu: miesiąc 11.251  proc; 3 miesiące 1.531  proc.; 6 miesięcy -4.756 proc.; rok -22.037 proc.

Legg Mason Obligacji Dolarowych FIZ inwestuje środki głównie w tytuły uczestnictwa w funduszach papierów Dłużnych i funduszach rynku pieniężnego, które są  zarządzane przez Spółkę z Grupy Kapitałowej Legg Mason Inc. Aktywa są lokowane przede wszystkim w krótkoterminowe, bezpieczne papiery wartościowe emitowane w krajach OECD i posiadające Wysoki rating  nadany przez renomowane agencje Moody’s i Standard& Poor’s.

Opłata za zarządzanie funduszem wynosi  0,1%, czyli niewiele

Historyczne wyniki funduszu: miesiąc -5.483 proc.; 3 miesiace -5.316 proc.; 6 miesięcy -7.601 proc.; rok -11.617 proc.

Aktualne wyniki funduszu nie należą do imponujących. W czasie ostatniej korekty kursowej, gdy większość funduszy obligacji amerykańskich przynosiła inwestorom zyski,  Legg Mason Obligacji Dolarowych FIZ zanotował odpowiednio:  -5.483% w ciągu miesiąca i -5.316 w ciągu 3 miesięcy.

Podsumowanie

Inwestowanie w dolara za pośrednictwem funduszu to działanie, które z uwagi na koszty początkowe i opłaty za zarządzanie nie powinno być podejmowane na podstawie krótkoterminowych wyników. Jeśli ktoś chce spekulować w krótkim terminie powinien zająć się instrumentami pochodnymi lub założyć denominowaną lokatę w banku.

Zważywszy na to o czym pisaliśmy na wstępie źródłem zysków w takiej inwestycji będzie głównie ewentualne umocnienie dolara względem złotówki. Pozostałe dwa elementy wyniku nie są tu w stanie przeważnych w sposób dający produktom konkurencyjność względem inwestycji złotówkowych. Jest to więc inwestycja tylko dla inwestorów przekonanych, że taka sytuacja silnego umocnienia dolara zaistnieje. Dodatkowo powinni być gotowi zaakceptować straty w przypadku, gdyby dotychczasowy trend długoterminowy w tym zakresie był utrzymany.

Jeśli już decydujemy się na taki krok to pamiętajmy o tym co napisaliśmy o możliwych ruchach stóp procentowych i ich konsekwencjach dla ceny jednostki. To nie jest dobry czas na obligacje śmieciowe lub portfele długoterminowych obligacji korporacyjnych lub skarbowych, nawet jeśli w skali miesiąca wynik bywa zachęcający. Jeśli, podkreślmy tu słowo „jeśli”, decydujemy się na taką inwestycję, zakładając, że złotówka będzie osłabiać się względem dolara, wybrać powinniśmy raczej portfele instrumentów rynku pieniężnego i obligacji o zmiennym oprocentowaniu, nawet jeśli w bardzo krótkim terminie wyniki nie stawiają takich funduszy w czołówce tej kategorii. Spośród opisanych powyżej,  biorąc pod uwagę analizę scenariuszową czynników wpływających na wynik przyszłej inwestycji, najlepsze perspektywy dla zdecydowanego na inwestycje w USD inwestora posiadają produkty Leg Mason i BPH.

Kancelaria mec. Roberta Nogackiego specjalizuje się w tematyce związanej z rynkiem kapitałowym m.in. prowadzi obsługę prawną Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, świadczy doradztwo prawne na rzecz Stowarzyszenia WGI Wierzyciele oraz Stowarzyszenia Interbrok-Poszkodowani oraz współpracuje ze Stowarzyszeniem Pokrzywdzonych przez System Bankowy.

KNF wszczęła postępowanie administracyjne

„W związku z postanowieniem Komisji Nadzoru Finansowego o wszczęciu postępowania administracyjnego dotyczącego prospektu emisyjnego akcji serii I […] informujemy, że w piątek 8 sierpnia 2008 r. w godzinach popołudniowych otrzymaliśmy z Komisji Nadzoru Finansowego zapytania dotyczące tegoż prospektu” – podała w komunikacie prasowym Spółka.

Według raportu bieżącego Domu Maklerskiego IDMSA, Spółka mogła dokonać naruszenia prawa poprzez dokonanie trzech uchybień:

– niezamieszczenie informacji o nazwach wszystkich spółek kapitałowych i osobowych, w których kluczowi członkowie personelu zarządzającego i nadzorującego byli członkami organów administracyjnych, zarządzających lub nadzorczych albo wspólnikami;

– niewywiązanie się z obowiązku przekazania KNF informacji o nabyciu 29 lipca 2008 r. przez kluczowych członków personelu zarządzającego i nadzorującego praw poboru akcji serii I po cenie znacząco niższej od ceny zamknięcia podczas ostatniego dnia notowań praw poboru 28 lipca 2008 r.;

– a także poprzez niezamieszczenie opisu wszelkich, znanych Emitentowi ustaleń, których realizacja może w późniejszej dacie spowodować zmiany w sposobie kontroli Emitenta.

Jeżeli Komisja Nadzoru Finansowego stwierdzi naruszenie przepisów, może spowodować przerwanie lub zakazanie dalszego prowadzenia oferty publicznej, wstrzymać lub zakazać dopuszczenie do obrotu na rynku regulowanym akcji oraz praw do akcji serii I Spółki, a także nakazać opublikowanie na koszt IDMSA informacji o niezgodnym z prawem działaniu Spółki.

Celem emisji akcji było sfinansowanie pierwszego etapu tworzenia własnego banku oraz finansowanie działalności inwestycyjnej. Dom Maklerski IDMSA planował pozyskanie w publicznej ofercie ok. 120 mln zł. Przydział akcji był zaplanowany na 11-12 sierpnia.

SKOK nie otrzymały zgody KNF na utworzenie Banku

Komisja Nadzoru Finansowego nie udzieliła przyznania licencji Bankowi Oszczędnościowo-Kredytowemu SA. (BOK) ze względu na „niespełnienie określonych w Prawie bankowym wymagań obowiązujących przy tworzeniu banków”. SKOK zapowiadają, że będą odwoływać się od decyzji Nadzoru.

21 grudnia 2004 r., czyli prawie 4 lata temu, Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie SKOK S.A. wraz z Towarzystwem Ubezpieczeń Wzajemnych SKOK oraz Krajową Spółdzielczą Kasą Oszczędnościowo-Kredytową złożyło wniosek do ówczesnej Komisji Nadzoru Bankowego o nadanie licencji o zgodę na utworzenie Banku Oszczędnościowo Kredytowego Spółka Akcyjna.

Ze względu na przewlekłość postępowania w lipcu br. SKOK złożyły skargę na bezczynność organu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Należy zaznaczyć, iż w trakcie postępowania licencyjnego dochodziło m. in. do udostępniania poufnych materiałów KNF osobom nieuprawnionym.

Można łączyć takie wydarzenia z dużym zainteresowaniem, jakie wzbudziło postępowanie licencyjne wśród podmiotów zarówno konkurencyjnych, jak i  współpracujących ze SKOK. Aktualnie w tej sprawie toczy się postępowanie prokuratorskie.

Swoją decyzja Nadzór niejako skazuje Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe na dalszą obsługę swoich rozliczeń za pośrednictwem banków- konkurentów Krajowych Kas, co nie pozwoli na poprawę efektywności podmiotów systemu SKOK. Komisja Nadzoru Finansowego uzasadnia decyzję o nie przyznaniu licencji na utworzenie banku, nie legitymowaniem się przez założycieli BOK rękojmią ostrożnego i stabilnego zarządzania bankiem.

KNF ma w szczególności zastrzeżenia w zakresie działalności osób zasiadających w organach założycieli BOK  w radzie nadzorczej Wielkopolskiego Banku Rolniczego SA w Kaliszu i związanym z tą działalnością postępowaniem karnym, a także zastrzeżenia w zakresie poszanowania przez Krajową Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo – Kredytową regulacji dotyczących gospodarki finansowej oraz nabywania znacznych pakietów akcji i udziałów instytucji finansowych.

Przypomnijmy, iż na początku lipca Kasa krajowa SKOK przeniosła udziały w dwóch spółkach ubezpieczeniowych, nie otrzymawszy uprzednio zgody Komisji Nadzoru Finansowego. Za karę SKOK nie mogą wykonywać prawa głosu z akcji.

Co prawda SKOK złożyły w grudniu ubiegłego roku wniosek do KNF o zgodę na przekroczenie udziałów w spółkach. Zgodnie z procedurą KNF powinna wydać decyzję w ciągu trzech miesięcy, lecz dokumentacja była niepełna. KNF kilkakrotnie wzywała do  uzupełnienia dokumentacji, a termin rozpoczęcia procedury był wznawiany. Z tych względów SKOK ostatecznie postanowiły nie czekać na decyzję Nadzoru.

Kolejnym zastrzeżeniem Nadzoru jest „niezapewnienie zgodnego z prawem wyposażenia banku w fundusze własne”, które wynika z „ograniczonej możliwości opłacenia przez Krajową Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo – Kredytową przypadającej na nią części kapitału założycielskiego banku”.

KNF zablokowała nabycie przez Secus Holding SA akcji Secus Asset Management SA

Komisja Nadzoru Finansowego jednogłośnie zgłosiła sprzeciw wobec nabycia przez Secus Holding SA akcji domu maklerskiego Secus Asset Management SA w liczbie, która spowodowałaby przekroczenie 50% ogólnej liczby głosów. Według Komisji zachodzi uzasadnione podejrzenie, że podmiot zamierzający nabyć akcje domu maklerskiego mógłby wywierać niekorzystny wpływ na zarządzanie tym domem maklerskim.

Przypominamy, iż na kilka tygodni przed decyzją Komisji portal Skarbiec.Biz zamieścił krytyczną analizę działań inwestycyjnych Secus FIZ, funduszu inwestycyjnego z grupy kapitałowej Secus Holding, z którą można zapoznać się tutaj. To kolejny wypadek kiedy krytyczna analiza ze strony Skarbiec.Biz wyprzedza działania Komisji Nadzoru Finansowego, po m.in. sprawach Finroyal oraz WGI DM.

Wartość certyfikatów Secus I FIZ wzrosła

W ciągu 6 miesięcy wartość certyfikatów funduszu Secus I FIZ wzrosła o 21,3%. Wycena przygotowana została przez niezależnego audytora Baker Tilly Smoczyński i Partnerzy. Aktualna wartość aktywów netto przypadająca na jeden certyfikat inwestycyjny została wyliczona na poziomie 1205,53 zł, co oznacza wzrost o 8,5% w porównaniu do wyceny przeprowadzonej 31 marca 2008 roku.

Wartość aktywów netto jest wyliczana na koniec każdego kwartału w oparciu o wartość poszczególnych spółek wchodzących w skład portfela inwestycyjnego Funduszu, określanej przez niezależnego audytora. Spółki portfelowe wyceniane są przede wszystkim w oparciu o zasady wyceny ujęte w polityce rachunkowości Funduszu.

„Jako zarządzający Funduszem, poprzez współtworzenie strategii działania czy też udostępnianie sieci kontaktów inwestora, przyczyniamy się do zwiększania wartości spółek portfelowych. Wzrost wartości aktywów netto Funduszu, już drugi raz w tym roku, wskazuje na rosnącą wartość poszczególnych spółek portfelowych.” – mówi Łukasz Wierzbicki, Dyrektor Departamentu Private Equity w Secus Asset Management SA, niezależnego domu maklerskiego, który zarządza funduszem Secus I FIZ. ”

Jednocześnie inwestycja w certyfikaty funduszu Secus I FIZ może stanowić ciekawą alternatywę w stosunku do inwestycji na rynku publicznym, zwłaszcza w okresie dekoniunktury, kiedy to indeks WIG zanotował ponad 26% spadek za pierwsze półrocze 2008 r., zaś wycena wartości aktywów netto Funduszu wzrosła o ponad 21% w analogicznym okresie” – dodaje Wierzbicki.

Zarządzający oczekuje, iż w momencie upublicznienia spółek portfelowych szacowana wartość akcji zostanie urealniona, co z kolei może wpłynąć na podwyższenie wartości aktywów netto i realizację celu inwestycyjnego Funduszu.

„Obecna sytuacja makroekonomiczna sprzyja inwestycjom Private Equity. Stabilny i zrównoważony wzrost gospodarczy kraju, pomyślne prognozy na przyszłe lata sprawiają, iż na rynku pojawia się coraz więcej przedsiębiorstw dojrzałych do tej formy finansowania. Natomiast panująca dekoniunktura na światowych giełdach sprawia, iż wyceny przedsiębiorstw stają się ponownie atrakcyjnie, a inwestorzy zainteresowani inwestycjami alternatywnymi mogą liczyć na ponadprzeciętne zyski w długim horyzoncie czasu” – mówi Grzegorz Pędras, Prezes Secus Asset Management SA.

Fundusz Secus I FIZ w chwili obecnej posiada akcje takich spółek jak WiedzaNet SA, Agito.pl SA oraz INWEST SA. W portfelu Secus I FIZ znajdują się także akcje największego polskiego ubezpieczyciela PZU SA. Fundusz zainwestował jak do tej pory od czasu swojej pierwszej inwestycji w październiku 2007 ponad 80 % zgromadzonych środków. Zarządzający funduszem, Secus Asset Management SA, przewiduje, iż pozostałe środki pieniężne zgromadzone w Funduszu zostaną wykorzystane w ciągu najbliższych 3 miesięcy. Kolejne inwestycje będą realizowane ze środków pochodzących z wpływów z przygotowywanej emisji certyfikatów inwestycyjnych serii C.

[Na podst informacji prasowej Secus FIZ]

Komentarz Skarbiec.biz