Charyzma w biznesie

Czemu charyzma jest coraz ważniejsza w biznesie?

Czym jest charyzma? Czemu jest ona coraz ważniejsza w biznesie? Jak rozpoznać szefa z charyzmą? Czy tylko cechy psychiczne, czy także fizyczne mają wpływ na to, jaką charyzmą ktoś dysponuje? Czy charyzmę można wyćwiczyć?

W ciężkich czasach – a nie są one lekkie od czasu rozpoczęcia się ostatniego kryzysu finansowego na jesieni 2007 roku – pracownicy firm oczekują od menedżerów czegoś więcej niż inteligencji, wiedzy i doświadczenia. Potrzebują kogoś, kto ich odpowiednio zmotywuje, pokaże sens codziennej walki o realizację kolejnych celów. Potrzebują kogoś z charyzmą.

Czym w ogóle jest charyzma? Według “The Random House Dictionary” jest to właściwość, która daje jednostce wpływ lub władzę nad dużą grupą ludzi. Zdaniem Marka Leary’ego, autora poczytnej książki Wywieranie wrażenia na innych, jest to miks pięciu cech: pewności siebie, kompetencji w danej dziedzinie, zdolności do wzbudzania sympatii, moralnej stałości oraz umiejętności onieśmielania podwładnych.

Z kolei Allen Grabo i Mark van Vugt, dwoje znanych i poważanych psychologów z Uniwersytetu Amsterdamskiego, zaproponowało następującą definicję: jest to zdolność do przekonania tych, którzy z tobą współpracują, iż jesteś w stanie zwerbować do kooperacji pozostałych członków dużej grupy. Co ciekawe, w swojej książce Charismatic Leadership and the Evolution of Cooperation Grabo i van Vugt przekonują, że osoby które miały styczność z charyzmatycznym liderem, w przyszłości bardziej ochoczo podejmowały współpracę z obcymi.

Nie da się ukryć, że na to, czy ktoś jest postrzegany jako charyzmatyczny, wpływ ma wygląd oraz pewne cechy osobowości. A szczególnie wzrost i szybkość w udzielaniu błyskotliwych odpowiedzi. Badanie przeprowadzone wśród holenderskich menedżerów pokazało, że wyżsi mieli lepszy posłuch u pracowników, niż ci niżsi (patrz: Melvyn Hamstra, Big’ men: Male leaders’ height positively relates to followers’ perception of charisma w “Personality and Individual Differences”, styczeń 2014). A ci wygadani mieli lepszą opinię od tych, którzy mówili wolniej (William Von Hippel, Quick Thinkers Are Smooth Talkers, “Psychological Science”, listopad 2015).

Co ciekawe, by być charyzmatycznym liderem, trzeba się… wysypiać. Niewyspani mówcy są mniej przekonujący od wyspanych – dowodzi tego badanie omówione w artykule Too Tired to Inspire or Be Inspired, który ukaże się we wrześniu 2016 roku w „Journal of Applied Psychology”.
Charyzma potrafi uratować stanowisko i karierę. Ci menedżerowie, którzy uważani są za charyzmatycznych, są lepiej postrzegani, jeśli pogarszają się wyniki finansowe firmy lub gdy kurs jej akcji dołuje na giełdzie – wynika z badania przeprowadzonego przez Philippe’a Jacquart’a i Johna Antonakisa, a opublikowanego w sierpniu 2015 roku w artykule When Does Charisma Matter for Top-Level Leaders? na łamach „Academy of Management Journal”.

Charyzma jest ważna nie tylko w biznesie, ale i w polityce. Ci liderzy, którzy mają niedostatki w wykształceniu i wiedzy, ale dysponują charyzmą, są w stanie osiągnąć w działalności publicznej więcej, niż ci, którzy nie mają charyzmy, ale mają wykształcenie i wiedzę. Ten schemat działa szczególnie w tych społeczeństwach, które nie są mocno zinstytucjonalizowane – przekonuje Binyamin Berdugo z Uniwersytetu Ben-Guriona na stronicach What It Takes to Be a Leader: Leadership and Charisma in a Citizen-Candidate Model.

Czy brak charyzmy to koniec szans na karierę w biznesie i polityce? Nie do końca. Do bardzo ważnych wniosków doszedł John Antonakis na drodze badań empirycznych na studentach studiów MBA. Gdy zostali oni przeszkoleni przez psychologów w zakresie ćwiczeń zachowań charakterystycznych dla liderów, ich charyzma – w opinii niezależnych obserwatorów – poprawiła się (więcej na ten temat w Can Charisma Be Taught, „Academy of Management Learning & Education”, wrzesień 2011).
Ciekawe podejście do kwestii charyzmy zaprezentowali amerykańscy naukowcy w opracowaniu Managerial Mystique: Magical Thinking in Judgments of Managers’ Vision, Charisma, and Magnetism. Według nich charyzma to po części zasługa występowania w każdej kulturze myślenia magicznego – tego samego, dzięki któremu w przeszłości wielką sławę zyskiwali znachorzy. Ludzie przeceniają umiejętności tych menedżerów, którzy odnoszą wielki sukces, a nie widać, by spędzali wiele godzin w biurze, a jest to charakterystyczne szczególnie w dobie dynamicznego rozwoju sektora nowych technologii – twierdzą Maia J. Young z University of California, Michael W. Morris z Columbia University oraz Vicki M. Scherwin z California State University.

Czyli charyzma to nie tylko kwestia umiejętności i cech menedżera, ale również sprawa sposobu postrzegania rzeczywistości przez tego, który na niego patrzy i go ocenia.

Inwestycja w nieruchomości

Jak inwestować w nieruchomości nad morzem, a jak w górach?

Polska ma zarówno urokliwe wybrzeże, jak i malownicze góry. Nic dziwnego, że rejony te od lat cieszą się zainteresowaniem inwestorów. Które miejscowości mają jeszcze potencjał wzrostu ceny nieruchomości i dlaczego? Gdzie raczej nie kupować ziemi czy apartamentu?

Istnieje znane powiedzonko dotyczące inwestowania na rynku nieruchomości. „Najważniejsze dla udanej inwestycji w nieruchomości są trzy rzeczy. Po pierwsze: lokalizacja. Po drugie: lokalizacja. I po trzecie: lokalizacja.” Trudno odmówić temu powiedzonku racji. Jednak tylko pod pewnymi warunkami i w pewnych określonych okolicznościach.

Gdzie kupić apartament na wynajem…

Im lepsza lokalizacja, tym wyższa cena nieruchomości. Jeśli inwestor zamierza kupić apartament, którego w długim terminie nie zamierza się pozbywać, a chce jedynie uzyskiwać przyzwoity przychód z najmu, to oczywiście powinien zakupić mieszkanie w jak najlepszej lokalizacji.

Nietrudno wskazać miejsca na polskim wybrzeżu, które gwarantują, iż apartament niemal przez cały rok będzie wynajęty. Jeśli chodzi o wybrzeże, są to: Międzyzdroje, Kołobrzeg, Sopot, Władysławowo, Jurata. Należy jednak zwrócić uwagę, że wschodnia część wybrzeża jest łatwiej dostępna od zachodniej (łatwy dojazd autostradą A1).

Jeśli chodzi o góry, to również nietrudno wymienić „pewniaki”: Karpacz, Zakopane, Krynica Górska, Wisła, Szczyrk. Należy pamiętać, że sezon turystyczny w górach trwa o wiele dłużej, niż nad morzem, a więc i średnioroczny czynsz uzyskiwany z apartamentu górskiego powinien być wartościowo wyższy, niż z apartamentu nadmorskiego. Jednak kurort górski kurortowi górskiemu nierówny. Warto zwrócić uwagę, że Zakopane – mimo że dojazd do niego wciąż pozostawia wiele do życzenia – ma zdecydowanie najbardziej „alpejski” (prestiżowy) charakter. Z kolei Wisła czy Szczyrk są położone w ten sposób, że są jedynymi kurortami górskimi dostępnymi na weekendowe wypady dla grubo ponad 3 mln ludzi (mowa tu zarówno o całej konurbacji katowickiej, jak i czeskiej Ostrawie).

…a gdzie działkę, której wartość wzrośnie

Inwestor, który chce przede wszystkim zarobić na wzroście wartości ceny nieruchomości, powinien zastanowić się nad zakupem działki budowalnej. Musi wziąć pod uwagę zarówno potencjał miejscowości, jak i walory turystyczno-widokowe. A także koszt jej ewentualnego uzbrojenia.

W przypadku ziemi inwestor powinien postępować odwrotnie, niż w przypadku apartamentów na wynajem. Powinien unikać kupowania nieruchomości w miejscowościach, które są popularne, i w których ceny zdążyły już znacząco urosnąć. To oznacza, że powinien na samym początku wyeliminować ze swojej listy wszystkie popularne kurorty, które zostały już w tym artykule wymienione. Tam niezwykle trudno złapać grunt po okazyjnej cenie.
W jakich rejonach – nad morzem i w górach – prawdopodobieństwo wysokich zwrotów jest, więc największe? Jeśli chodzi o wybrzeże, to warto zainteresować się jego środkiem. Chodzi o pas od Kołobrzegu po Łebę. Jest tam mnóstwo uroczych plaż i terenów rekreacyjnych (Mielno, Ustka, Rowy), które są jeszcze niedoszacowane względem popularnych kurortów.  Popularność tych miejscowości powinna dość mocno wzrosnąć, gdy poprawi się dojazd w ich rejony (za kilka lat droga ekspresowa S6 ma połączyć Gdańsk ze Szczecinem).

Warto podkreślić, że zawsze najlepiej kupować działki przylegające do morza. Co prawda są one droższe od tych, które nie przylegają, ale ich położenie niemal gwarantuje wzrost ich wartości (a co najmniej to, że w długim terminie nie stracą na wartości).

Jeśli chodzi o inwestycje ziemskie w rejonach górskich, sytuacja jest analogiczna. Należy unikać nie tylko Zakopanego, ale nawet Polańczyka (w Bieszczadach, nad Soliną). Warto śledzić rozwój infrastruktury narciarskiej – wszędzie tam, gdzie planowana jest jej rozbudowa, można spodziewać się wzrostu cen nieruchomości. Doskonałym przykładem takiego zjawiska z ostatnich lat jest Czarna Góra (Śnieżnicki Park Krajobrazowy).

Kupując czy to mieszkanie w miejscowości turystycznej pod wynajem, czy działkę budowlaną, należy pamiętać, że minimalnym horyzontem dla tego typu inwestycji powinno być 5 lat. Warto również pamiętać, że tego typu inwestycja zazwyczaj (w normalnych warunkach) przynieść powinna około 5-7% średniorocznej stopy zwrotu. Szacowanie wyższej średniorocznej stopy zwrotu może, po czasie, wiązać się z dużym rozczarowaniem. Choć trzeba przyznać, że z dostępnych danych wynika, iż inwestycja w najbardziej prestiżowych kurortach (np. Jurata, Zakopane) może cechować się wyższą rentownością (około 9% rocznie).

Warto również zdawać sobie sprawę, że tego typu inwestycja – w ziemię lub apartament – nie powinna stanowić większości portfela inwestycyjnego. Jest to, więc rodzaj inwestycji dla zamożnych i bogatych inwestorów, w przypadku, których portfel stanowią płynne aktywa o wartości, co najmniej 1 mln zł.

Sukces Funduszu Mieszkań na Wynajem

Fundusz Mieszkań na Wynajem, inicjatywa podjęta przez Bank Gospodarstwa Krajowego, zaczął funkcjonować od 1 stycznia 2015 roku. Rok działalności zamknął z liczbą 2400 mieszkań, z czego 380 zostało już udostępnionych wynajmującym.
Fundusz Mieszkań na Wynajem jest inicjatywą podjętą przez Bank Gospodarstwa Krajowego. To propozycja dla osób, których zdolność kredytowa nie pozwala na zakup mieszkania, lub które nie chcą podejmować długoletniego zobowiązania związanego ze spłatą kredytu. Oferta funduszu jest również alternatywą dla osób, które wynajmowały do tej pory mieszkanie, ale nie były zadowolone z warunków umowy, która nie gwarantowała im poczucia bezpieczeństwa.
– Oferta mieszkań na wynajem stworzona przez Fundusz jest adresowana do szerokiej grupy odbiorców. Najemcą może zostać zarówno osoba pracująca jak i student, emeryt, rodzina z dzieckiem – każdy, kto pozytywnie przejdzie weryfikację finansową, oraz, co bardzo ważne, spełniać będzie wymogi związane z najmem okazjonalnym. Fundusz wychodzi naprzeciw sytuacji studentów, umożliwiając im weryfikację finansową poprzez rodziców. Odpowiadając na pytania płynące z rynku, oferta Funduszu została poszerzona o propozycję dla firm – wynajem mieszkań dla pracowników oraz w celu prowadzenia nieuciążliwej działalności gospodarczej – informuje Justyna Kwiek, dyrektor ds. komunikacji marketingowej.

2400 mieszkań pod wynajem

Fundusz zaczął funkcjonować od 1 stycznia 2015 roku. Rok działalności zamknął liczbą 2400 mieszkań, z czego 380 zostało już udostępnionych do wynajmu: 124 mieszkania w Poznaniu, 122 w Piasecznie oraz 134 w Gdańsku. – W pierwszym kwartale bieżącego roku do oddania przygotowywana jest inwestycja w Krakowie składająca się z kolejnych 45 mieszkań. Dodatkowo, ponad 100 mieszkań zostanie oddanych najemcom we Wrocławiu, 229 mieszkań w Warszawie oraz 146 mieszkań w Katowicach. Inwestycja we Wrocławiu oraz w Warszawie będzie dostępna w pierwszym kwartale 2017 roku. Natomiast mieszkania w Katowicach będą gotowe dla najemców niedługo później – w II kwartale 2017 roku – mówi Justyna Kwiek. Jak informuje, nie jest to koniec planów inwestycyjnych. – W tej chwili zakontraktowane są już inwestycje na warszawskim Mokotowie, Żoliborzu, Pradze Południe oraz kolejne w Poznaniu, Krakowie i Katowicach – dodaje.

Jest zapotrzebowanie

Łącznie Fundusz planuje oddać 5,5 tys. mieszkań do 2018 roku. Inwestycje funduszu będą zlokalizowane w największych aglomeracjach: warszawskiej, trójmiejskiej, krakowskiej, wrocławskiej, łódzkiej, poznańskiej i śląskiej. – Od początku istnienia Fundusz Mieszkań na Wynajem zakładał inwestycje w największych Polskich aglomeracjach. Połowa z zapowiedzianych 2400 mieszkań zostanie oddana do wynajmu do końca 2017 roku. Wyniki, jakie osiągnął Fundusz w ciągu ostatniego roku działalności i duże zainteresowanie ofertą Funduszu Mieszkań na Wynajem, świadczą o zapotrzebowaniu na tego typu przedsięwzięcie – informuje Justyna Kwiek.

Poczucie bezpieczeństwa i stabilizacja

Zgłoszenie zainteresowania najmem mieszkania można dokonać poprzez stronę internetową www.jakusiebie.pl i skorzystać z formularza dostępnego przy każdej ofercie najmu lub zadzwonić do Centrum Obsługi Klienta pod numer: 801 800 388 lub 22 468 84 60. W celu weryfikacji poprawności zgłoszenia dokonanego za pośrednictwem strony internetowej, należy oczekiwać na telefoniczny kontakt ze strony konsultanta. Nie tylko zweryfikuje poprawność zgłoszenia, ale przedstawi szczegółowo ofertę i zasady najmu okazjonalnego. Fundusz informuje, że wprowadził nowy standard umowy, gwarantujący poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji dla wynajmujących.

Inwestycje z wizją

Co najmniej od kilku tygodni dyskretnie obecna w Internecie jest firma Vision Investments LLC, która „oferuje Państwu rozwiązania inwestycyjne będące atrakcyjną alternatywą dla funduszy inwestycyjnych, akcji, obligacji”. Na profesjonalnie przygotowanej stronie internetowej firma zachęca, aby poznać jej oferty albowiem „niezależność oraz dostęp do tysięcy firm zarządzających z całego świata, daje nam możliwość wyselekcjonowania programów inwestycyjnych o wyjątkowo korzystnych stopach zwrotu”. Kiedy klikniemy na odpowiedni link, otrzymujemy listę pięciu programów inwestycyjnych działających na rynku walutowym, rynkach instrumentów pochodnych oraz akcji, który rentowność w 2008 r. waha się pomiędzy 11,2 proc. a 55,6 proc.

Wyniki te rzeczywiście robią duże wrażenie, tym niemniej nie sposób nie zwrócić uwagi na szereg wątpliwości związanych z Vision Investment LLC.

* * *

Zacznijmy od tożsamości Vision Investment LLC. Wbrew powszechnie przyjętym w obrocie zwyczajom firma nie podaje żadnych kluczowych danych na swój temat, w tym w szczególności miejsca siedziby, numeru w rejestrze handlowym, kapitału zakładowego czy składu zarządu. Jest to o tyle istotne, że podmiot o nazwie „Vision Investment LLC” nie figuruje w żadnym z rejestrów prowadzonych przez Komisję Nadzoru Finansowego – nie jest więc ani domem maklerskim, ani zagraniczną firmą inwestycyjną uprawnioną do prowadzenia działalności w Polsce. Podmiot taki nie figuruje również w Krajowym Rejestrze Sądowym, a skrót „LLC” (limited liability company – sp. z o.o.) sugeruje, że jego siedziba może znajdować się w którymś z krajów anglojęzycznych.

W zamian konkretów otrzymujemy same ogólniki w stylu „Vision Investments jest dynamicznie rozwijającą się firmą”, „kieruje nami przekonanie, że dbając i traktując priorytetowo ochronę i rozwój interesów Inwestorów, możemy liczyć na długofalowe, partnerskie i owocne relacje”, „wyjątkowe rezultaty wymagają wyjątkowej wizji”.

Jedyna precyzyjna informacja na temat Vision Investment LLC, jaką można znaleźć na stronie internetowej, to wskazówka, że „dane kontaktowe” tego podmiotu to budynek Metropolitan, jedna z najbardziej prestiżowych i najdroższych lokalizacji w Warszawie, gdzie urzędują m.in.  BNP Paribas, DZ Bank Polska, HSBC Bank Polska czy McKinsey & Company. Problem polega na tym, że na stronie internetowej Metropolitan (prowadzonej przez zarządcę – Cushman & Wakefield Polska Sp. z o. o.) brak jest informacji o tym, aby Vision Investment LLC był najemcą. W rzeczywistości, firma wynajmuje więc przypuszczalnie tylko „wirtualny adres” od jednego z najemców budynku, który specjalizuje się w takich usługach – Grupy Regus.
W sumie, po lekturze strony internetowej nie posiadamy więc jakichkolwiek jasnych i precyzyjnych informacji na temat Vision Investment LLC.

* * *

Przejdźmy do treści oferty Vision Investment LLC na którą składa się pięć wzmiankowanych powyżej programów inwestycyjnych:
– Program inwestycyjny „Venus” dokonuje transakcji na rynku walutowym;
– Program inwestycyjny Washington działa na amerykańskim rynku akcji, kontraktów terminowych „futures”, opcji na kontrakty futures oraz na rynku walut;
– Program inwestycyjny Dighton działa głównie na amerykańskim rynku kontraktów terminowych („futures”) na: indeksy giełdowe, obligacje i bony skarbowe, rynki energii oraz niektóre produkty rolne;
– Program inwestycyjny „FX Dynamic” zbudowany jest na podstawie automatycznych systemów transakcyjnych działających na rynku walut;
– Program inwestycyjny „Meteor” operuje wyłącznie na rynku walutowym.

Ze szczegółowych opisów poszczególnych programów nie sposób się niestety dowiedzieć, kto dokładnie będzie zarządzał naszymi pieniędzmi, albowiem Vision Investment LLC oferuje same ogólniki w stylu „Program jest zarządzany przez zewnętrzną firmę zarejestrowaną w Commodity Futures Trading Commission oraz nadzorowaną przez National Futures Association” albo „Firma zarządzająca programem jest członkiem Association Romande des Intermédiaires Financiers (ARIF), szwajcarskiej organizacji regulującej i kontrolującej pośredników finansowych”.

Jedyny pewny wniosek, to że Vision Investment LLC nie oferuje tych programów we własnym imieniu, ale występuje w roli pośrednika bliżej nieokreślonych podmiotów trzecich, takich jak „fundusze offshorowe”.

W związku z powyższym szczegółów oferty nie jest sposób zweryfikować, aczkolwiek można wyrazić pewne wątpliwości czy ryzyko związane z takimi inwestycjami zostało precyzyjnie wyjaśnione, albowiem na stronie internetowej „ryzyko mierzone jest za pomocą uznanej w branży finansowej metodologii zwanej Value at Risk”. Jak wyjaśnia strona internetowa Vision Investment LLC „Value at Risk” czyli „wartość narażona na ryzyko” jest metodą oszacowania maksymalnej wartości straty na podstawie analizy statystycznej opartej na rozkładzie historycznych stóp zwrotu oraz zmienności.”  Z perspektywy profesjonalnej jest to poważna manipulacja, choć zapewne autorzy polemizowali by, że dokonali tylko uproszczenia. Więc wytłumaczmy prostym językiem, że VaR to poziom straty który może zostać osiągnięty lub (co ważniejsze) przekroczony w zadanym przedziale czasowym przy danym prawdopodobieństwie. Czyli jeśli nasz VaR wynosi 10% z prawdopodobieństwem 99% to oznacza to, że statystycznie w jednym dniu na 100 dni handlu strata osiągnie lub przekroczy 10%.  A poziomu metoda przekroczenia już nie określa. Może to być równie dobrze 11 jak i 99 procent wartości inwestycji i tak należy interpretować ten wskaźnik. Czyli, nawet przy prawidłowym policzeniu jego wartość w ewentualnym sporze sądowym żadna. Oczywiście jeśli zaszłaby taka konieczność i byłoby wiadomo kogo i gdzie sądzić.

* * *

Podsumowując jak mówi stare przysłowie rynkowych wyjadaczy „Jak są jakieś wątpliwości to nie ma żadnych wątpliwości.” Nam zapala się nie lampka ostrzegawcza ale odpowiednik co najmniej miejskiej choinki w okresie przedświątecznym.

Autorzy:

Kinga Hanna Stachowiak

mec. Robert Nogacki

Zaniedbania w sprawie WGI

Prokuratura Okręgowa w Warszawie dopuściła się poważnych zaniedbań w postępowaniu, dotyczącym działalności Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej, które prowadzi od 2006 r., o czym nieoficjalnie dowiedział się Instytutu Edukacji Konsumentów na Rynku Kapitałowym. Według informacji do których Instytut dotarł za pośrednictwem Foundation For Development of the Global Capital Market, Prokuratura powołała na świadka w sprawie osobę będącą jednocześnie biegłym, który od ponad roku badał dokumentację księgową Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej („WGI”). Prokuratura zapomniała najwyraźniej o przepisie art. 196 § 1 kodeksu postępowania karnego, zgodnie z którym nie mogą być biegłymi m.in. osoby powołane w sprawie w charakterze świadków, a także osoby, które były świadkiem czynu. Błąd jest nie tylko poważny, ale również brzemienny, ponieważ spowodował konieczność powołania nowego biegłego, co przypuszczalnie zaowocuje znacznym opóźnieniem w śledztwie.

Sytuacja zaistniała w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie to dotkliwa porażka Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, który jeszcze kilka miesięcy temu zapowiadał nadanie tempa śledztwu w sprawie WGI i wzmocnienie zespołu prokuratorskiego zajmującego się sprawą. Przypomnijmy, że w dniu 4 kwietnia 2006 r. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd („KPWiG”) odebrała WGI Domowi Maklerskiemu („WGI DM”) zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej za istotne naruszenie przepisów prawa oraz nieprzestrzeganie zasad uczciwego obrotu.

Jak wyjaśniała KPWiG, skala nieprawidłowości i brak rzetelności WGI DM nie pozwalały na dalsze działanie tej firmy jako licencjonowanego domu maklerskiego. Najważniejsze nieprawidłowości w działalności WGI DM stwierdzone przez KPWiG to wprowadzanie w błąd klientów domu maklerskiego w odniesieniu do stanu ich rachunków instrumentów finansowych oraz  przekazywanie do urzędu KPWiG kopii dokumentów, które są rozbieżne z „Informacjami o wartości rachunku inwestycyjnego” wysyłanymi do klientów.

W toku postępowań karnych w sprawie działalności WGI w lipcu 2006 r. postawiono zarzuty twórcom grupy kapitałowej WGI: Maciejowi S. (zarzut popełnienia przywłaszczenia mienia powierzonego znacznej wartości), Łukaszowi K. (zarzut, jak Macieja S. i dodatkowo zarzut nakłaniania do składania fałszywych zeznań) oraz Andrzejowi S. (zarzut, jak Macieja S. i dodatkowo zarzut ukrywania dokumentacji WGI DM, którą nie miał prawa wyłącznie rozporządzać).

W dniu 4 sierpnia 2006 r. przewodniczący KPWiG wystąpił z powództwem cywilnym na rzecz byłych klientów WGI DM przeciwko członkom zarządu oraz rady nadzorczej WGI DM oraz spółce WGI Consulting Sp. z o.o. Pierwotnie pozew obejmował roszczenia 780 osób, o łącznej wartości przekraczającej kwotę 220 mln złotych. W dniu 6 sierpnia 2006 r. przewodniczący KPWiG uzupełnił przedmiotowy pozew o 48 osób, które zostały objęte powództwem. W konsekwencji tych zmian wartość przedmiotu sporu wzrosła do 239 mln złotych.

Jak twierdzi reprezentujący klientów WGI mec. Robert Nogacki z Kancelarii Skarbiec.Biz, aktualnie przypuszcza się, że wskutek nieprawidłowości w działalności WGI pokrzywdzonych zostało ponad tysiąc osób na kwotę przekraczającą 300 mln złotych. Tymczasem osoby z kierownictwa WGI nie tylko nie zostały dotąd pociągnięte do osobistej odpowiedzialności, ale prowadzą agresywną kampanię wytaczania powództw prywatnych aktów oskarżenia m.in. wobec prawników reprezentujących klientów WGI DM S.A., działaczy społecznych, dziennikarzy, publicystów, administratorów portali internetowych, wydawców i niezależnych specjalistów zajmujących się tematyką WGI DM S.A.

Platynowy produkt w Kredyt Banku

PLATINIUM PLUS to nowa oferta TUnŻ WARTA S.A. i Kredyt Banku S.A. ze 100% ochroną kapitału, pozwalająca zarabiać na wzrostach cen 6 metali, tj. złota, platyny, srebra, aluminium, niklu, miedzi. Produkt od strony prawnej ma formę ubezpieczenia na życie i dożycie, a okres subskrypcji trwa do 24 grudnia 2008 roku. Konstrukcja produktu zakłada 101% wypłaty w przypadku zgonu posiadacza polisy w trakcie jej trwania, lub 100 procent wpłaty powiększone o 30 % procentową partycypację we wzroście wartości rynkowej koszyka metali przemysłowych i szlachetnych. W przypadku wycofania się z ubezpieczenia w trakcie jego trwania zostaniemy obciążeni opłatą likwidacyjną na poziomie 0,53 % wartości składki za każdy pozostały miesiąc do terminu wygaśnięcia ubezpieczenia. Zgodnie z materiałami informacyjnymi banku produkt skierowany jest do klientów o bezpiecznym profilu inwestycyjnym, nieakceptujących wysokiego ryzyka związanego z inwestowaniem na rynku akcji. Produkt łączy w sobie elementy atrakcyjnej inwestycji i ubezpieczenia.

Czyli bezpośrednim punktem odniesienia dla porównań powinny być obligacje skarbowe, będące produktem o zbliżonej charakterystyce – także bezpieczeństwo kapitału, narastające odsetki i zabezpieczenie dla bliskich na wypadek zgonu.

Czy Platinium Plus wychodzi korzystnie w świetle takiego porównania? Konstrukcja premii dość jasno wskazuje, na ile zmieniły się w ostatnich tygodniach możliwości w zakresie tworzenia tego typu produktów. Na pierwszy rzut oka przypomina produkty, którymi zachęcano klienta jeszcze kilka miesięcy temu. Sektor surowcowy także niedawno jeszcze należał do najbardziej perspektywicznych pod względem wzrostów cen.

Lecz czasy się zmieniły i oto przychodzi nam oceniać produkt o współczynniku partycypacji we wzroście koszyka metali na poziomie zaledwie 30%. W dodatku koszyk skonstruowany jest z dwóch kategorii inwestycji, których zachowanie w różnych fazach cyklu koniunkturalnego zwykle się różni, co dodatkowo osłabia potencjał wzrostowy koszyka jako całości. To widoczny symptom nowych trendów cenowych na rynku opcji, gdzie konstruowanie tak korzystnych jak jeszcze kilka miesięcy temu produktów stało się bardzo trudne.

Zanim zaczniemy się poważnie zastanawiać nad perspektywami wzrostu ceny surowców, dokonajmy najpierw prostej kalkulacji, by porównać ten produkt do wspomnianych wcześniej obligacji. Na obligacjach o stałym oprocentowaniu możemy bez większego wysiłku zagwarantować sobie dzisiaj w porównywalnym okresie dochód netto na poziomie 18 % za cały okres inwestycji. I to zachowując płynność naszej inwestycji.

Przy partycypacji we wzroście koszyka na poziomie zaledwie 30 % jego wartość musiałaby wzrosnąć, o co najmniej 60% by stał się on nominalnie źródłem porównywalnego dochodu. A gdzie premia za ryzyko, że cała operacja się nie powiedzie i zarobimy mniej. Przy ważonym udziałami wzroście koszyka poniżej 60 % nie zarobimy więcej niż na obligacjach. A przecież scenariusza, w którym wartość takiego koszyka nie wzrośnie wcale też nie da wykluczyć i wtedy zostaniemy tylko z nominalną wpłatą początkową.

Metale przemysłowe odpowiedzialne są tu za 57 % wartości koszyka. Jeśli obserwować ceny tych surowców w dłuższej perspektywie, aniżeli tylko ostatnia bańka spekulacyjna, to obecne poziomy, pomimo dużych spadków, jakie obserwowaliśmy są historycznie wciąż dość wysokie. Prognozy podawane w materiałach informacyjnych w świetle tego, co dzieje się w gospodarce powinny być traktowane tylko jako jeden z wariantów przyszłości i to niekoniecznie najbardziej prawdopodobny. Pakiet metali szlachetnych odpowiadający za 43% koszyka wygląda z tej perspektywy podobnie, z tą różnicą, że tu ceny wciąż są niedaleko od historycznych maksimów.

Aby uzyskać wzrost wartości takiego koszyka na poziomie, ponad 60%, co czyniłoby operację racjonalną w zestawieniu z zakupem obligacji musielibyśmy założyć, że świat szybko wyjdzie z recesji i zapomni o trudnościach w pożyczaniu pieniądza. Tylko w takim scenariuszu uda się wywindować ceny z powrotem do poziomu z czasów bańki surowcowej. A w odniesieniu do metali szlachetnych nawet jeszcze wyżej . . .

W horyzoncie trzyletnim wydaje się to obecnie mało prawdopodobne. Na tyle mało prawdopodobne, że jeśli nie wierzymy w taki rozwój wydarzeń, to powinniśmy dla naszych pieniędzy poszukać innego miejsca do ulokowania. A z tym szczęśliwie ostatnio nie ma zbyt wielu problemów, choć jeśli konstrukcję tego produktu potraktować jako zwiastun nowych czasów na rynku derywatów, to sprzedawców produktów strukturyzowanych czekają znacznie trudniejsze czasy.

Autorzy:

Kinga Hanna Stachowiak

mec. Robert Nogacki

Grunty nie tylko dla milionerów

Inwestycje w grunty rolne są powszechnie uważane za jedną z najpewniejszych form lokowania kapitału. Do tej pory niedostępne dla osób niemajętnych, od niedawna z tej formy inwestycji można skorzystać już przy zaangażowaniu kapitału rzędu 10 tysięcy złotych.

Choć rynek nieruchomości znajduje się obecnie w fazie stagnacji, to wydaje się, iż nie dotyczy ona nieruchomości rolnych. Jak podała  Agencja Nieruchomości Rolnych w trzecim kwartale 2009 r. średnia cena 1 ha wynosiła 16.370 PLN, co stanowiło 33 procentowy wzrost w stosunku do roku poprzedniego.

Według Foundation for Development of the Global Capital Market wartość gruntów rolnych na terenie Polski jest mocno niedoszacowana, zaś trend zbliżania się cen nieruchomości rolnych w Polsce do średnich poziomów w Unii Europejskiej dopiero się rozpoczął. Ponadto w 2016 r. zakończy się okres przejściowy w nabywaniu ziemi przez obcokrajowców z UE, po tym okresie można oczekiwać gwałtownego wzrostu cen nieruchomości rolnych w Polsce.

Jednakże, inwestując w nieruchomość warto myśleć nie tylko o potencjale wzrostu ceny, ale także o praktycznej użyteczności jaką nieruchomość przedstawia dla swojego właściciela. Kierując się wzorami takich guru długoterminowych inwestycji, jak Warren Buffet, Burton G. Malkiel czy Benjamin Graham, warto zwrócić uwagę na tą fundamentalną różnicę między inwestycją w atrakcyjnie położoną nieruchomość rolną, a inwestycją w akcje czy obligacje. Akcje, których cena o trzydzieści procent, są wciąż tylko zapisem elektronicznym, który można sprzedać o trzydzieści procent drożej. W tym samym czasie działkę łatwo przekształcić w miejsce niedzielnego wypoczynku, czy sposób zabezpieczenia najbliższych przed nieoczekiwanymi wypadkami losowymi.

W ocenie ekspertów Instytutu Edukacji Konsumentów na Rynku Kapitałowym, dla osób które chcą zainwestować w grunty rolne, a nie dysponują znacznymi zasobami finansowymi, rekomenduje się  stworzenie grupy inwestycyjnej z innymi inwestorami. Takie rozwiązanie ogranicza ryzyko inwestycji i pozwala na osiągnięcie większych zysków. W tym kontekście ciekawym, dotychczas niedostępnym w Polsce rozwiązaniem, jest zakup nieruchomości w systemie ratalnym. W tym modelu sprzedający grunt może na określonych warunkach przekazać kupującemu akt własności nieruchomości, już po dokonaniu pierwszej spłaty raty.

Jako pierwszy możliwość zakupu ratalnego nieruchomości położonych w Polsce umożliwił program „Ziemia dla każdego” uruchomiony przez spółkę 1R2.EU w kwietniu bieżącego roku. „Ziemia dla każdego” to wyselekcjonowane grunty rolne o dużym potencjale inwestycyjnym i znacznych walorach turystycznych i krajobrazowych, położone w najatrakcyjniejszych miejscach na Mazurach oraz Pomorzu Zachodnim. W zależności od lokalizacji mają one widok na jezioro, las, a nawet katedrę we Fromborku. Ceny najtańszych działek zaczynają się od 10 zł za metr kwadratowy.

Przykładowe perełki to: grunt przy jeziorze Białym (I klasa czystości) położony na szlaku Krutyni, działka przy polu golfowym w Olsztynie nad jez. Naterskim, ziemia w Sibinie nad Zalewem Szczecińskim z widokiem na Wolin, działka w pobliżu Tumian (gmina Barczewo) na trasie szlaku kajakowego. Większość gruntów jest nieobjęta prawem pierwokupu i odkupu przez Agencję Nieruchomości Rolnych.

Grunty rolne na raty można nabywać od 10 tysięcy złotych. W podanej kwocie zawiera się: pierwsza wpłata w wysokości 6,8 tys. zł oraz koszty notarialne, podatek VAT i opłata za wpis do księgi wieczystej. Okres spłaty rat może wynosić między rokiem a siedmioma latami.

„Podchodzimy liberalnie do kwestii zabezpieczenia, którym jest sam grunt (wpis do hipoteki), stosujemy uproszczone procedury udzielania rat, więc nawet osoby z BIK-iem mogą się do nas zgłosić” – twierdzą przedstawiciele spółki 1R2.EU.

Choć nieruchomości rolne to produkt mało płynny, ale za to bardzo bezpieczny i zyskowny. Ziemia nie jest dobrem wirtualnym, jak np. akcje, obligacje, tylko namacalnym, fizycznie istniejącym i dlatego atutem inwestycji w grunty rolne jest brak takich fluktuacji rynkowych, jak w przypadku papierów wartościowych. Dlatego też posiadanie własnej nieruchomości daje nie tylko realne zyski, ale również emocjonalne poczucie bezpieczeństwa. To coś więcej niż zwykła inwestycja.

Przedsiębiorcy bronią się przed roszczeniami banków

Nie ustają kontrowersje wokół umów opcji walutowych zawieranych przez banki z przedsiębiorcami, które miały rzekomo zabezpieczać eksporterów i importerów przed ryzykiem kursowym, a w rzeczywistości naraziły ich na dotkliwe straty. Instytut Edukacji Konsumentów na Rynku Kapitałowym we współpracy z Foundation For Development of the Global Capital Market opracował szereg praktycznych porad dla przedsiębiorców prowadzących spory z bankami.

Przede wszystkim należy pamiętać, że wielu przedsiębiorców może skutecznie bronić się przed roszczeniami banków dzięki temu, że banki niestarannie sporządzały dokumentacją transakcyjną. Zgodnie ze standardami rynkowymi umowy kontraktów terminowych są zazwyczaj zawierane telefonicznie, ale wymagają pisemnego potwierdzenia. Tymczasem, niektóre banki przekazywały klientom potwierdzenia z opóźnieniem, zaś inne usiłują powoływać się na potwierdzenia transakcji, które w ogóle nie zostały podpisane przez klientów.

Niektórzy przedsiębiorcy dowodzą także, iż nie otrzymywali systematycznie wycen kontraktów terminowych, aż do momentu, kiedy wygenerowały one znaczne straty. Fakt, że banki nie realizowały swoich obowiązków informacyjnych spowodował, że nie mogliśmy racjonalnie zarządzać otwartymi pozycjami – twierdzą.

Wielu przedsiębiorców zamierza również powołać się na okoliczność, iż złożyli oświadczenie woli o zawarciu transakcji pod wpływem błędu. Ponadto, gotowi są podnieść roszczenia odszkodowawcze związane z faktem, że banki rekomendowały im produkty nie przystające do ich potrzeb, obarczone bardzo wysokim ryzykiem inwestycyjnym, które nie zostało im rzetelnie ujawnione.

Najbardziej złożona jest w tym względzie sytuacja Banku Millennium S.A. Podmiot ten realizował umowy które w ocenie bankierów składały się z serii po dwanaście opcji europejskich każda. Kontrakty te były wyjątkowo lukratywne dla banku i jednostronnie korzystne, albowiem zawierają tzw. bariery, wyłączające umowę automatycznie w przypadku realizacji przez klienta banku zysku (zysk ten jest zazwyczaj bardzo niewielki w porównaniu do rozmiaru ryzyka).

Tymczasem standardowa dokumentacja transakcyjna banku, chociaż zawiera zestawienia dwunastu przyszłych transakcji, to posługuje się terminem „opcja” w liczbie pojedynczej. Jak twierdzi mec. Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec, który reprezentuje grupę Spółek, fakt użycia terminu opcja w liczbie pojedynczej może pomóc w podważeniu twierdzenia banku, iż każdy z kontraktów terminowych dotyczy dwunastu różnych opcji. Jak twierdzi Nogacki, sformułowania te wskazują raczej na fakt, że te kontrakty terminowe powinny być interpretowane jako opcje bermudzkie (ang. Bermuda options, quasi-American options, Midatlantic options), a więc elastyczne opcje egzotyczne, które posiadają wiele różnych terminów wykonania (w tym wypadku, po dwanaście takich terminów).

Jeśli sądy przychylą się do takiej interpretacji, to zobowiązania przedsiębiorców można ograniczyć do około 1/12 tego, czego żąda Bank Millennium. Zamiast spodziewanych zysków bank może ponieść ogromne straty, związane z faktem, że zawarł niewłaściwe transakcje zabezpieczające.

W jaki sposób bronią się przedsiębiorcy?

BŁĄD W PRAWIE CYWILNYM – W razie błędu co do treści czynności prawnej można uchylić się od skutków prawnych swego oświadczenia woli. Jeżeli jednak oświadczenie woli było złożone innej osobie, uchylenie się od jego skutków prawnych dopuszczalne jest tylko wtedy, gdy błąd został wywołany przez tę osobę, chociażby bez jej winy, albo gdy wiedziała ona o błędzie lub mogła z łatwością błąd zauważyć.

KLAUZULA REBUS SIC STANTIBUS – Jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym.

Opcje walutowe – firmy w potrzasku

Kryzys na międzynarodowych rynkach finansowych spowodował istotne zmiany kursu PLN/EUR, PLN/USD i innych walut względem złotówki w wyniku, których instrumenty mające zabezpieczyć przedsiębiorców przed ryzykiem kursowym przynoszą im znaczne straty. Dodatkowo w obliczu aktualnej sytuacji nieznane stały się perspektywy kształtowania tych kursów w przyszłości. Jak się okazuje wiele banków nie informowało firm o ryzyku, jakie niesie zawieranie opcji walutowych.  Ponadto, kontrakty te były zapisane w sposób na tyle zawiły i jednostronnie korzystny dla banków, że klienci, nawet przy zachowaniu należytej staranności, nie byli w stanie ustalić, jak znaczną ekspozycję na ryzyko przyjmują na siebie.

Jak twierdzi mecenas Robert Nogacki z Kancelarii Skarbiec.Biz, istnieją bardzo poważne przesłanki, aby uznać, że niektóre banki nie tylko wykorzystywały błędne wyobrażenia klientów o umowach łączących ich z bankiem, ale wręcz świadomie wprowadzały w błąd swoich klientów. Na szczęście, jak twierdzi Nogacki, dokumentacja transakcyjna wielu kontraktów jest na tyle niejasna, iż możliwe jest interpretowanie jej w sposób korzystny dla klientów, dzięki czemu można istotnie zmniejszyć ich zobowiązania. Myślę, że w niektórych wypadkach możliwa jest minimalizacja obciążeń do poziomu całkowicie akceptowalnego dla przedsiębiorców – mówi Nogacki.

Nogacki pozostaje natomiast sceptyczny wobec wysuwanej przez wiele osób argumentacji, iż banki nie dopełniły swoich obowiązków wynikających z przepisów o firmach inwestycyjnych: – Wykonywanie przez banki operacji związanych z niedopuszczonymi do obrotu zorganizowanego maklerskie instrumentami finansowymi (np. opcje walutowe) nie stanowi działalności maklerskiej. Nie jest mi znany ani jeden wypadek, w którym banki zawierałyby sporne kontrakty opcyjnie za pomocą swoich biur maklerskich. Dlatego też do banków, w zakresie emisji tych opcji nie stosuje się przepisów o firmach inwestycyjnych, w tym także rozporządzenia z dnia 28 grudnia 2005 r. w sprawie trybu i warunków postępowania firm inwestycyjnych oraz banków powierniczych.

Jakie umowy zawierali przedsiębiorcy?

TERMINOWE OPERACJE FINANSOWE – operacje, w których ustalono cenę, kurs, stopę procentową lub indeks – a w szczególności nabywanie walut, papierów wartościowych, złota lub innych metali szlachetnych, towarów lub praw, w tym umowy obliczone tylko na różnicę cen, opcje i prawa pochodne – zawarte na umówioną datę lub umówiony termin, w obrocie rynkowym. Przykładem terminowych operacji finansowych mogą być opcje (omówione poniżej).

OPCJE – prawa przysługujące nabywcy opcji wobec jej wystawcy do: (1) żądania w ustalonym terminie dostawy instrumentu bazowego po określonej cenie wykonania (opcja kupna z dostawą instrumentu bazowego), albo  (2) żądania w ustalonym terminie przyjęcia dostawy instrumentu bazowego po określonej cenie wykonania (opcja sprzedaży z dostawą instrumentu bazowego), albo (3) żądania w ustalonym terminie zapłaty kwoty zależnej (w sposób określony w warunkach obrotu) od różnicy pomiędzy ceną (wartością) rynkową instrumentu bazowego a ceną (wartością) wykonania (opcja kupna z rozliczeniem pieniężnym), albo (4) żądania w ustalonym terminie zapłaty kwoty zależnej (w sposób określony w warunkach obrotu) od różnicy pomiędzy ceną (wartością) wykonania a ceną (wartością) rynkową instrumentu bazowego (opcja sprzedaży z rozliczeniem pieniężnym).

Kto stracił?

– Prognozy wyników spółki Lotos za III kwartał 08 uwzględniają stratę na transakcjach zabezpieczających na poziomie 95,3 mln zł. Łączny wpływ osłabienia się złotówki na wyniki spółki szacowany jest na poziomie -277 mln zł.

– Wśród spółek, które zawierały tego typu kontrakty jest także znana spółka akcyjna z branży chemicznej – Ciech. Jak twierdzi osoba cytowana przez gazetę giełdy „Parkiet”, Ciech zawarł kontrakt z J.P. Morgan, w którym stroną pośredniczącą był jeden z polskich banków. Na skutek tylko części transakcji opcyjnych, spółka zaksięgowała stratę w wysokości ponad 100 mln zł. Jednocześnie Ciech obniżył prognozę zysku netto o blisko 200 milionów.

– Zakłady Magnezytowe Ropczyce są w jeszcze gorszej sytuacji- Bank Millennium wypowiedział firmie umowę i domaga się zapłaty 19,5 mln zł z tytułu opcji.

– Zależna od Rafako firma Elwo ma do rozliczenia opcje i kontrakty forward  o wartości 150 milionów euro. Elwo zawarło umowy z bankami Millennium, Fortis, ING, Pekao. Ostania z nich wygasa w czerwcu 2012. Zarząd Rafako ocenia, że zawarte przez spółkę zależną transakcje mogą potencjalnie stanowić źródło istotnych zobowiązań tej spółki oraz negatywnie wpłynąć na skonsolidowane wyniki finansowe całej grupy.

– W podobnych sytuacjach są min Police, Puławy, Erbud czy PPWK.