Wyniki sprzedaży obligacji skarbowych w kwietniu 2019

Kolejny miesiąc 2019 roku przyniósł spore zainteresowanie obligacjami skarbowymi, ze sprzedaży których osiągnięto zysk w wysokości 1 147 mld zł. Wyniki sprzedaży pokazują, że obligacje skarbowe cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem Polaków, już pierwszy kwartał 2019 roku to sprzedaż obligacji na kwotę 3 mld zł, zaś sprzedaż w kwietniu ponownie przekroczyła wartość 1 mld zł.

Wciąż najchętniej kupowanymi obligacjami są obligacje zapewniające nabywcom stały, z góry znany zysk. Dlatego też zarówno w marcu, jak i kwietniu Polacy zainwestowali najwięcej środków w obligacje 3-miesięczne. I tak:

  1. Sprzedaż obligacji 3-miesięcznych w kwietniu to aż 31% sprzedaży wszystkich obligacji skarbowych; łączna wartość krótkoterminowych obligacji to 359 mln zł; dla porównania, ten sam rodzaj obligacji w marcu to 38% sprzedanych obligacji skarbowych.
  2. Na drugim miejscu w kwietniu znalazły się obligacje 4-letnie, których sprzedano na łączną kwotę 327,8 mln zł, co dało 30% całości sprzedaży. Rok wcześniej 4-letnie obligacje znalazły się na 3. miejscu, dając wynik 22% całości sprzedanych obligacji.
  3. Kwiecień to również miesiąc, w którym chętnie sięgano po obligacje 2-letnie, o stałym oprocentowaniu w wysokości 2,1%. W kwietniu sprzedaż 2-letnich obligacji wyniosła 29%, co dało kwotę 327,8 mln zł. Podobnie wyglądała sprzedaż 2-letnich obligacji w miesiącu poprzednim, kiedy ich sprzedaż osiągnęła wartość 30% wszystkich nabytych obligacji.
  4. Najmniejsze zainteresowanie wykazali nabywcy dla obligacji 3-letnich i 10-letnich. Zyski ze sprzedaży 3-letnich obligacji w kwietniu to 12,4 mln zł, zaś z 10-letnich 106,1 mln zł. Daje to następujący udział procentowy w całościowej sprzedaży: 1% dla 3-letnich i 9% dla 10-letnich. Z identyczną sytuacją mieliśmy do czynienia również w marcu.

Sprzedaż obligacji rodzinnych

Obligacje rodzinne przeznaczone są dla osób, które korzystają ze wsparcia rządowego Programu 500+. Tego rodzaju obligacje znajdują się w ciągłej sprzedaży, dlatego nabywcy nie są ograniczeni ramami czasowymi, mogą jednak nabywać je jedynie do wysokości otrzymywanego świadczenia. Obligacje dedykowane są osobom, które myślą o oszczędzaniu na potrzeby swoich dzieci, a rodzice mają do wyboru obligacje 6- i 12-letnie. Oprocentowanie obligacji rodzinnych jest stałe w pierwszym roku i wynosi 2,8% dla obligacji 6-letnich oraz 3,3% dla obligacji 12-letnich. W kolejnych latach oprocentowanie równe jest inflacji i stałej marży (1,75% dla 6-letnich lub 2% dla 12-letnich obligacji). Wartość nominalna obligacji rodzinnych równa jest 100 zł. W pierwszym roku oprocentowanie naliczane jest od wartości 100 zł, następnie, przez kolejne lata od wartości powiększonej przez odsetki. Odsetki wypłacane są po zakończeniu oszczędzania.

W kwietniu 2019 roku obligacji rodzinnych sprzedano na łączną kwotę 3,1 mln zł, co daje podobny wynik do sprzedaży z miesiąca poprzedzającego, kiedy to sprzedano ich za kwotę 3,3 mln zł. To więcej niż w lutym, kiedy sprzedaż osiągnęła wartość 2,6 mln zł, jednak obligacje te wciąż nie zyskują na popularności.

Preferencje nabywców obligacji skarbowych

Polacy najczęściej sięgają po obligacje krótkoterminowe, 3-miesięczne, 2-letnie, ze względu na stałe oprocentowanie i łatwy do przewidzenia zysk. Obligacje 3-miesięczne gwarantują stały, znany zysk, ponieważ charakteryzuje je również stałe, oprocentowanie w skali roku o wysokości 1,5%. Oprocentowanie naliczane jest od kwoty 100 zł przez pierwszy rok, a następnie od kwoty powiększonej o odsetki. Te zaś wypłacane są po upływie okresu oszczędzania (3 miesiące). Oprocentowanie obligacji 2-letnich wynosi 2,1% w skali roku. Sposób ich naliczania jest identyczny, jak w przypadku obligacji 3-miesięcznych. Równie wysokie miejsce wśród najczęściej nabywanych obligacji zajmują obligacje 4-letnie, których oprocentowanie oparte jest o inflację. W pierwszym roku oprocentowanie wynosi 2,4%, zaś w kolejnych latach równe jest inflacji i stałej marży o wysokości 1,25%. Ze zgromadzonych danych liczbowych łatwo wywnioskować, że nabywcy najchętniej sięgają po obligacje, które gwarantują stały zysk i mają krótszy okres do wykupu. Wiele osób nie chce zamrażać pieniędzy na dłuższy czas, dlatego takie obligacje są dla nich najbardziej atrakcyjne. Często obligacje te stanowią alternatywę dla kont oszczędnościowych.

Oprocentowanie obligacji kwietniowych pozostało bez zmian w stosunku do oprocentowania z marca. Dodatkowo w kwietniu zaproponowano preferencyjne warunki zamiany obligacji dla osób, które okażą zainteresowanie dalszym oszczędzaniem. Dla posiadaczy obligacji z terminem wykupu przypadającym w kwietniu przygotowano atrakcyjne warunki przedłużenia możliwości oszczędzania, czyli sprzedaż obligacji w drodze zamiany po niższych cenach niż standardowa. To jednorazowa oferta promocyjna, która dostępna była w kwietniu.

Inwestycje w czasach kryzysu

Obecny trudny i gwałtowny okres dostosowywania się cen aktywów do ich realnej wyceny sprawił, że mit łatwego zarabiania przez każdego na inwestycjach w akcje, surowce lub nieruchomości prysł jak bańka mydlana. Dla wielu zakończenie tego mitu przyniosło również bolesne straty i konieczność zrewidowania swoich finansowych planów na przyszłość.

Teraz uwaga wielu spośród tych, którym udało się ocalić jakąś gotówkę z finansowej zawieruchy kieruje się ku bezpieczniejszym inwestycjom. Zarówno posiadacze relatywnie dużych sum, jak i małych, przypominają sobie o lokatach bankowych i obligacjach. Właśnie obligacjom jako jednej z podstawowych form w miarę bezpiecznego ulokowania kapitału chcielibyśmy poświęcić ten artykuł. W porównaniu z innymi formami inwestycji, obligacje skarbowe emitowane przez wiarygodne państwa, trudno traktować jako instrumenty związane z bardzo wysoką rentownością.

W potocznym rozumieniu są to też instrumenty obarczone relatywnie niskim ryzykiem utraty zainwestowanego kapitału. Poglądy te, przy zachowaniu pewnej dawki zdrowego rozsądku, pozostają do pewnego stopnia prawdziwe, lecz także inwestowanie w obligacje wymaga zrozumienia pewnych mechanizmów rynkowych i dostosowania do nich podejmowanych działań. Sama bowiem nazwa obligacje nie daje gwarancji, że lokujemy bezpiecznie i rentownie. Obecny kryzys finansowy w dużej mierze związany jest z obligacjami korporacyjnymi opartymi na aktywach. A obecnie ich posiadacze, do niedawna jeszcze pewni wartości posiadanego majątku, są szczęśliwi, gdy uda im się odzyskać choć cząstkę z zainwestowanych kapitałów.

W nieco lepszej stacji są posiadacze obligacji krajów takich jak Islandia, których wartość inwestycji mierzona w twardej walucie spadła w nieco tylko mniejszym zakresie. Na co więc zwracać uwagę rozważając zakup obligacji. Spójrzmy najpierw jak można zarabiać na obligacjach. Instrumenty te dają teoretycznie szansę na zarobek na dwa sposoby. Pierwszy podstawowy to odsetki płacone przez emitenta. Drugi to możliwości zarobku przy sprzedaży obligacji przed wykupem, pod warunkiem, że jej cena wzrośnie w związku ze spadkiem rynkowych stóp procentowych. O ile w obecnej sytuacji odsetki możemy uznać za podstawowe i w miarę pewne źródło przychodu, to mechanizm wiążący ceny obligacji z rynkowymi stopami procentowymi w najbliższych latach raczej nie będzie działał na naszą korzyść i obligacji o dużej wrażliwości na ruchy stop procentowych powinniśmy raczej unikać. Ale o tym szerzej w dalszej części.

Podzielmy tok naszych rozważań rozpatrując osobno inwestycje w obligacje na rynku międzynarodowym oraz inwestycje w krajowe obligacje skarbowe. Inwestowanie na międzynarodowym rynku obligacji jest formą inwestowania dostępną już dla średnio zamożnych inwestorów. Oprócz inwestycji bezpośrednich, można oczywiście zakupić także jednostki funduszy inwestycyjnych inwestujących w takie obligacje, lecz tu trzeba zacząć od uważnej lektury tabeli opłat, by nie okazało się, że prowizja za zarządzanie skonsumuje wszystkie nasze zyski. Z takimi sytuacjami mieliśmy już w przeszłości do czynienia i w razie podejrzenia, że sytuacja może się powtórzyć podarujmy sobie korzystanie z pośredników.

W obecnej sytuacji rynkowej powinniśmy z góry przyjąć, że inwestycje w obligacje są formą działania raczej nakierowana na przechowanie wartości kapitału, aniżeli na jego intensywne pomnażanie. Nie oznacza to bynajmniej, że inwestycje w obligacje, zwłaszcza te o długim terminie zapadalności, pozbawione są ryzyka związanego ze zmianami cenowymi. Wielu mniej doświadczonych inwestorów na własnej skórze, także w warunkach polskich, przekonało się, że nabywanie długoterminowych obligacji w fazie niskich stóp procentowych może być źródłem bardzo poważnych, bo sięgających nawet kilkudziesięciu procent strat. Stają się one realnymi stratami w sytuacji, gdy zachodzi potrzeba wcześniejszego ich spieniężenia. A przecież rzadko kto kupując nawet dziesięcioletnią obligację (nie wspominając o obligacjach o dwudziesto lub trzydziestoletnich terminach zapadalności) może być pewien, że inwestycję tę będzie przetrzymywał aż do wykupu przez emitenta.

Dlatego też, gdy mówimy o inwestycjach w obligacje zagraniczne, musimy odpowiedzieć sobie najpierw na podstawowe pytanie: czego oczekujemy od naszej inwestycji. Jeśli odpowiedź znacząco odbiega od stwierdzenia, że oczekujemy przechowania przez trudne czasy naszych walutowych oszczędności, powinniśmy może zastanowić się nad innymi typami inwestycji. Jeśli nasz cel inwestycyjny jest zbliżony do opisanego powyżej, pozostaje nam do podjęcia cały szereg istotnych decyzji, które w przyszłości determinować będą rezultaty naszych działań i ich uzależnienie od tego, co dziać się będzie na rynku.

W przypadku inwestycji w obligacje zagranicznych rządów podstawowym elementem selekcji jest kraj emitent obligacji, jego perspektywy gospodarcze i waluta, w której została wyemitowana obligacja. Jeśli bowiem kupimy choćby najatrakcyjniej skonstruowane obligacje kraju, gdzie lokalny rząd nie panuje całkowicie nad inflacją i deficytem ani nie ma zamiaru zwracać komukolwiek pożyczonych pieniędzy, to nie liczmy, że uda nam się przechować jakąkolwiek wartość kapitału w takich instrumentach. To z góry eliminuje część państw afrykańskich i azjatyckich o ograniczonej renomie.

Z grona bardziej renomowanych krajów także powinniśmy z ograniczonym zaufaniem podejść do tych, których waluta nie cieszy się renomą na rynkach finansowych. Ostatni przykład Islandii, której waluta zdewaluowała się ostatnio bardzo znacznie, skłania do rozważania wyłącznie inwestycji nominowanych w euro i dolarze. I to tylko w odniesieniu do takich krajów, gdzie ufamy na podstawie sytuacji makroekonomicznej, iż będą w stanie obsługiwać swoje zadłużenie. W odniesieniu do tych wiarygodnych pamiętajmy, że ceny obligacji krajów o słabszej gospodarce i trudniejszej sytuacji budżetowej będą z definicji zachowywać się gorzej, bo wyższa będzie wymagana premia za ryzyko. A przecież ceny to jeden z głównych czynników opłacalności naszej inwestycji.

Przechodząc z kolei do zagadnienia wyboru okresu, jaki pozostał do wykupu obligacji, to w przypadku instrumentów charakteryzujących się stałą wysokością wypłacanych odsetek, im dłuższy instrument, tym większa jest jego wrażliwość na stopy procentowe. Gdy rynkowe stopy procentowe spadają, nasze obligacje zyskują na wycenie rynkowej. I przeciwnie, gdy stopy rosną to cena, po jakiej możemy w razie potrzeby upłynnić posiadane przez nas obligacje, spada. Ruchy te potrafią być bardzo duże i w przypadku instrumentów o dłuższym terminie do wykupu jedno czy dwuprocentowy wzrost rynkowych stóp procentowych może przełożyć się na kilkudziesięcioprocentowy spadek wartości bieżącej naszej inwestycji.

W krajach spełniających opisane wcześniej kryteria, rentowność obligacji jest obecnie w ujęciu historycznym na dość niskim lub bardzo niskim poziomie. Podobnie jak oficjalne stopy procentowe banków centralnych. Dlatego, choćby z czysto arytmetycznego i logicznego punktu widzenia, brak jest znaczącego miejsca na uzyskanie znaczącego zarobku z tytułu ewentualnego dalszego obniżania rynkowych stóp procentowych. Jeśli racjonalnie przyjmiemy, że podstawowe mechanizmy funkcjonowania cykli stóp procentowych nie zostaną zaburzone przez obecne uwarunkowania gospodarcze następnego zacieśniania polityki pieniężnej, czyli podwyżek oficjalnych stóp procentowych, możemy spodziewać się dopiero za kilka lat, gdy ponownie rozpędzająca się gospodarka spowoduje wzrost zagrożenia inflacją.

Ale myliłby się ten, kto zakładałby z góry, że oprocentowanie obligacji będzie wszędzie, w związku z osłabieniem gospodarczym, spadać w następnych latach. Czasy łatwego dostępu do pieniądza, a w dodatku bardzo taniego pieniądza na dłuższy czas pozostaną bajką opowiadaną młodym bankierom jak opowieść o dawnych dobrych czasach. Zmniejszenie możliwości korzystania z dźwigni finansowej powodowało, że pieniądza na rynku jest znacznie mniej, a jego posiadacze znacznie bardziej wybredni w doborze tych, którym zechcą go pożyczać.

Olbrzymie programy pomocowe rządów dla sektora finansowego wiązać się będą z gwałtownym przyrostem długu publicznego. Już teraz zawieszono czasowo obowiązywanie limitów w tym zakresie nakreślonych przez pakt stabilizacyjny. Euro nie jest jednak przez to w relatywnie gorszej sytuacji niż dolar, gdyż i USA zadłuża się na potęgę. A zadłużające się rządy o największej wiarygodności finansowej, czyli USA i Niemcy stanowią silną konkurencję dla pozostałych w warunkach, gdy pieniądza na rynku nie ma w nadmiarze. Ci pozostali to rządy krajów w strefie euro, do których inwestorzy mają bardziej ograniczone zaufanie, kraje spoza strefy euro, należące do Unii Europejskiej a także gospodarki pozostałych krajów. No może z nielicznymi wyjątkami krajów o olbrzymich rezerwach i ograniczonym zapotrzebowaniu na pozyskiwanie kapitału.

Ale szanse, że zarządzający chińskimi rezerwami walutowymi zaczną poszukiwać wyższej stopy zwrotu kosztem ponoszenia wyższego ryzyka nie są obecnie zbyt duże. Poza rządami w kolejce po kapitał stoją jeszcze instytucje finansowe i korporacje emitujące papiery komercyjne. Najbardziej prawdopodobnym pozostaje więc, że wszyscy poza Niemcami i USA będą musieli płacić coraz więcej w relacji do ceny pieniądza dla tych krajów z uwagi na rosnące premie za ryzyko i konkurencję o ograniczone zasoby finansowe. Nie jest wykluczone także, że nawet papiery tych dwóch krajów, niezależnie od poziomu stóp oficjalnych potanieją, gdy ich rosnące potrzeby pożyczkowe będą coraz trudniejsze do zaspokojenia.

Jest więc szereg poważnych czynników makroekonomicznych i rynkowych, które będą działać w stronę przeciwną niż obniżanie oficjalnych stóp procentowych, czyli w kierunku podnoszenia wymaganej przez nabywców obligacji rentowności. Dlatego ryzyko związane z zakupem takich długoterminowych instrumentów przez osoby niezajmujące się na co dzień profesjonalnie handlem obligacjami jest w mojej ocenie bardzo duże. Nawet w przypadku, jeśli te rentowności powędrowałyby tylko trochę w kierunku historycznie bardziej typowych poziomów, to w skali kilkuletniej inwestycji mogłoby łatwo okazać się, że otrzymamy sprzedając obligacje znacznie mniej waluty, niż wydaliśmy na ich nabycie. O wyniku takiej inwestycji w przypadku, w którym cena pieniądza urosłaby znacznie poniżej poziomów historycznych lepiej nawet nie wspominać.

Co do obligacji krajowych to, częściowo z podobnych względów jak opisane powyżej, inwestowanie w długoterminowe obligacje o stałym oprocentowaniu obarczone jest stosunkowo dużym ryzykiem. Mamy jednak w przeciwieństwie do wielu innych krajów nieco więcej czynników wpływających pozytywnie na perspektywy całkowitego zarobku na takiej operacji w horyzoncie kilkuletnim. Obecnie rentowności znajdują się już na relatywnie wysokim poziomie, więc historycznie istnieje znacznie więcej miejsca na ich spadek. Przy słabnącej presji inflacyjnej i ogólnej w recesji tendencji do rozluźniania polityki pieniężnej, jest możliwość całkiem przyzwoitego zarobienia dodatkowo na wzroście ceny rynkowej. W kierunku przeciwstawnym może zadziałać czynnik popytu na krajowy dług. Potrzeby pożyczkowe trudno będzie zredukować, a skala wpływu międzynarodowej konkurencji w tym zakresie może przeważyć nad wpływem decyzji RPP.

Nawet w przypadku dość stabilnej gospodarki jak nasza ryzyko jest więc duże i długie obligacje polecałbym tylko tym, którzy zdecydowani są przetrzymywać je do wykupu, o ile zajdzie taka konieczność i zadowoleni będą w takim przypadku z wysokości (nader przyzwoitej tak na marginesie) otrzymywanych odsetek.  Spadająca oczekiwana inflacja powinna skłonić nas, by z ostrożnością podchodzić do obligacji, których oprocentowanie uzależnione jest od tego czynnika. Zwykle nie są to najlepsze instrumenty na tę fazę cyklu gospodarczego, której nadejścia oczekujemy i tym razem zapewne będzie podobnie. Jedynie symptomy pojawiającej się stagflacji mogłyby zwiększyć ich atrakcyjność, lecz na razie takiego scenariusza rozwoju wydarzeń nie powinno uznawać się za najbardziej prawdopodobny.

Szukającym bezpieczeństwa, płynności i ograniczonego poziomu ryzyka zdecydowanie polecam zainteresowanie dwuletnimi obligacjami detalicznymi. Dobre oprocentowanie, możliwość szybkiego uwolnienia gotówki przy znanych niewielkich kosztach takiej operacji i gwarancja Skarbu Państwa czynią z tych instrumentów moim zdaniem najlepszy wybór dla osoby oszczędzającej w złotówkach. Podsumowując zagadnienia omówione powyżej, w odniesieniu do inwestycji w obligacje obecnie najbardziej uzasadnionym działaniem wydaje się w odniesieniu do obligacji zagranicznych nabywanie krótko lub średnioterminowych obligacji niemieckich i amerykańskich. W odniesieniu do obligacji krajowych wiele przemawia na korzyść dwuletnich obligacji detalicznych. A dla poszukujących ciekawych okazji poddaję pod rozwagę możliwość nabycia interesująco oprocentowanych polskich obligacji denominowanych w walutach obcych.

Autorzy:

Kinga Hanna Stachowiak

mec. Robert Nogacki

Inwestycje w fundusze obligacji dolarowych

Przez dziesięciolecia w Polsce inwestowanie w dolary było jedną z przekazywanych z pokolenia na pokolenie pewnych recept na zabezpieczenie wartości swojego majątku. Tak dobrego PR, jaki w przypadku amerykańskiej waluty występował, i często wciąż występuje w starszych pokoleniach w warunkach zróżnicowanego rynku finansowego już pewnie żadnemu rozwiązaniu oszczędnościowemu nie uda się uzyskać.

W dużej mierze opierało się ono o porównanie do innych możliwości oszczędnościowych poprzedniego systemu gospodarczego, w którym już drobne dolarowe kwoty czyniły z  ich posiadacza lokalnego krezusa, a setki tysięcy rodaków skłoniły do wyjazdów zarobkowych. Obecnie w czasach względnie stabilnej gospodarki i waluty możemy na zagadnienie inwestycji w dolara spojrzeć z punktu widzenia jednej z wielu dostępnych klientom inwestycji.

Ostatnie tygodnie przyniosły dolarowi wyraźne umocnienie względem innych walut w tym złotówki i w związku z tym poprawiły się krótkoterminowe wyniki funduszy inwestujących w amerykańskie obligacje skarbowe. Jest to okazja do zwrócenia uwagi inwestorów na produkty, które w ostatnich latach zaliczyć można było, w rozliczeniu złotówkowym do jednych z najgorszych inwestycji.

Na czym zarabiać można w przypadku takiego funduszu?

Są zasadniczo trzy źródła wyniku.

1) Pierwszym i decydującym jest kształtowanie się kursu złotówki do dolara. Jeszcze kilka lat temu było to ponad 4 złote za USD, niedawno kurs zbliżył się do 2 złotych. Takiego osłabienia dolara nie są w stanie skompensować w normalnych warunkach pozostałe źródła.

2) Drugim źródłem są zmiany cen rynkowych obligacji – cena rynkowa obligacji rośnie gdy rentowność obligacji amerykańskich spada, a spadają gdy ich rentowność rośnie. W przypadku długoterminowych obligacji w portfelu zmiany takie mogą sięgać nawet kilkudziesięciu procent, gdy zmiany rentowności sięgają kilku punktów procentowych.

3) Kolejnym źródłem zysków inwestorów są dochody z bieżących kuponów odsetkowych. Obecnie gdy stopy procentowe w USA są historycznie niskie dużą część bieżącego dochodu niestety pochłaniają prowizje towarzystw zarządzających funduszami, więc na to źródło nie ma co liczyć. Niskie stopy oznaczają też, że nie ma miejsca na zarobek z tytułu dalszego wyraźnego spadku rentowności.

Potencjalnie możliwy kierunek ruchu rentowności obligacji w długim terminie to wzrost stóp, a to oznaczać będzie wyraźny spadek cen rynkowych obligacji. Im dłuższe są terminy zapadalności obligacji w portfelu tym większy będzie to spadek. Wzrosty rentowności obligacji zwykle sprzyjają umocnieniu waluty. Relacja między zyskiem z takiego umocnienia a stratą na cenie obligacji jest zależna od składu portfela funduszu. Im krótsze obligacje są w portfelu funduszu tym takie umocnienie przełoży się korzystniej na stan portfela inwestora.

Na rynku polskim dostępnych jest kilka funduszy dolarowych o różnym profilu działalności, jeśli brać pod uwagę ryzyko nabywanych instrumentów jak i rodzaje nabywanych instrumentów. Należą do nich m.in.:

BPH FIO Dolarowych Obligacji jest skierowany dla osób oczekujących zysków na poziomie depozytów bankowych nominowanych w USD. Fundusz łączy w sobie bezpieczeństwo inwestycji z możliwością czerpania zysków ze skarbowych papierów wartościowych rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki, w które lokuje większość swoich aktywów. Wybory inwestycyjne zarządzających funduszem poparte są ratingami inwestycyjnymi renomowanych agencji, oceniających wiarygodność kredytową danej inwestycji.

Minimalna kwota inwestycji w BPH FIO Dolarowych Obligacji wynosi 1 000 PLN lub 5 000 USD.

Fundusz pobiera od nas następujące opłaty: 1% przy wpłacie w PLN lub 0,2% w USD oraz 1,25% opłaty za zarządzanie.

Historyczne wyniki funduszu: miesiąc 4.157 proc.; 3 miesiące 3.917 proc.; 6 miesięcy 4.64 proc.; rok 3.086 proc.

UniDolar Obligacje FIO jest funduszem agresywnym,  który inwestuje główne aktywa w obligacje i inne papiery dłużne, które są emitowane przez rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz korporacyjne obligacje firm, które mają siedzibę na terenie USA lub w krajach OECD. Fundusz może również lokować środki w obligacje i inne papiery dłużne denominowane w USD i emitowane przez podmioty, których siedziba mieści się w krajach OECD innych niż USA.

Udział papierów dłużnych w portfelu nie powinien być niższy niż 80% wartości aktywów. W portfelu mogą znaleźć się papiery dłużne zarówno o stałym, jak i zmiennym oprocentowaniu. Nie mniej niż 80% portfela stanowić powinny papiery denominowane w USD. Co najmniej 90% wartości portfela będą stanowić papiery wartościowe posiadające rating inwestycyjny.

Minimalna pierwsza wpłata  na fundusz wynosi  500 PLN na rejestr złotówkowy lub 1000 USD na rejestr dolarowy. Każda kolejna wpłata to co najmniej 100 PLN na rejestr złotówkowy lub 1000 USD na rejestr dolarowy.

Fundusz pobiera od inwestora  2 % opłaty manipulacyjnej oraz  2% opłaty za zarządzanie.

Historyczne wyniki funduszu: miesiąc 12.313 proc; 3 miesiące 5.042 proc.; 6 miesięcy -2.409; proc. rok -14.467

PIONEER Obligacji Dolarowych Plus FIO to fundusz inwestujący w wysokodochodowe obligacje-  głównie papiery wartościowe o podwyższonym ryzyku inwestycyjnym. Taka polityka inwestycyjna umożliwia osiągnięcie ponadprzeciętnych zysków z tytułu wzrostu wartości obligacji oraz wypłaconych odsetek.

Minimalna kwota inwestycji to 1 000 zł. Fundusz pobiera od nas maksymalnie 2, 5 % prowizji. Nie pobierana jest opłata za zarządzanie.

Historyczne wyniki funduszu: miesiąc 11.251  proc; 3 miesiące 1.531  proc.; 6 miesięcy -4.756 proc.; rok -22.037 proc.

Legg Mason Obligacji Dolarowych FIZ inwestuje środki głównie w tytuły uczestnictwa w funduszach papierów Dłużnych i funduszach rynku pieniężnego, które są  zarządzane przez Spółkę z Grupy Kapitałowej Legg Mason Inc. Aktywa są lokowane przede wszystkim w krótkoterminowe, bezpieczne papiery wartościowe emitowane w krajach OECD i posiadające Wysoki rating  nadany przez renomowane agencje Moody’s i Standard& Poor’s.

Opłata za zarządzanie funduszem wynosi  0,1%, czyli niewiele

Historyczne wyniki funduszu: miesiąc -5.483 proc.; 3 miesiace -5.316 proc.; 6 miesięcy -7.601 proc.; rok -11.617 proc.

Aktualne wyniki funduszu nie należą do imponujących. W czasie ostatniej korekty kursowej, gdy większość funduszy obligacji amerykańskich przynosiła inwestorom zyski,  Legg Mason Obligacji Dolarowych FIZ zanotował odpowiednio:  -5.483% w ciągu miesiąca i -5.316 w ciągu 3 miesięcy.

Podsumowanie

Inwestowanie w dolara za pośrednictwem funduszu to działanie, które z uwagi na koszty początkowe i opłaty za zarządzanie nie powinno być podejmowane na podstawie krótkoterminowych wyników. Jeśli ktoś chce spekulować w krótkim terminie powinien zająć się instrumentami pochodnymi lub założyć denominowaną lokatę w banku.

Zważywszy na to o czym pisaliśmy na wstępie źródłem zysków w takiej inwestycji będzie głównie ewentualne umocnienie dolara względem złotówki. Pozostałe dwa elementy wyniku nie są tu w stanie przeważnych w sposób dający produktom konkurencyjność względem inwestycji złotówkowych. Jest to więc inwestycja tylko dla inwestorów przekonanych, że taka sytuacja silnego umocnienia dolara zaistnieje. Dodatkowo powinni być gotowi zaakceptować straty w przypadku, gdyby dotychczasowy trend długoterminowy w tym zakresie był utrzymany.

Jeśli już decydujemy się na taki krok to pamiętajmy o tym co napisaliśmy o możliwych ruchach stóp procentowych i ich konsekwencjach dla ceny jednostki. To nie jest dobry czas na obligacje śmieciowe lub portfele długoterminowych obligacji korporacyjnych lub skarbowych, nawet jeśli w skali miesiąca wynik bywa zachęcający. Jeśli, podkreślmy tu słowo „jeśli”, decydujemy się na taką inwestycję, zakładając, że złotówka będzie osłabiać się względem dolara, wybrać powinniśmy raczej portfele instrumentów rynku pieniężnego i obligacji o zmiennym oprocentowaniu, nawet jeśli w bardzo krótkim terminie wyniki nie stawiają takich funduszy w czołówce tej kategorii. Spośród opisanych powyżej,  biorąc pod uwagę analizę scenariuszową czynników wpływających na wynik przyszłej inwestycji, najlepsze perspektywy dla zdecydowanego na inwestycje w USD inwestora posiadają produkty Leg Mason i BPH.

Kancelaria mec. Roberta Nogackiego specjalizuje się w tematyce związanej z rynkiem kapitałowym m.in. prowadzi obsługę prawną Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, świadczy doradztwo prawne na rzecz Stowarzyszenia WGI Wierzyciele oraz Stowarzyszenia Interbrok-Poszkodowani oraz współpracuje ze Stowarzyszeniem Pokrzywdzonych przez System Bankowy.